Nie tylko ekstraklasa, ale i cały świat futbolu kocha niespodzianki. Co roku w którejś z mocnych europejskich lig dochodzi do wielu sensacji, a potencjalnie słabsze drużyny kończą sezon na bardzo wysokich pozycjach w tabeli. Przez ostatnie lata mistrzowskie tytuły na Starym Kontynencie nieraz padały łupem czarnych koni, a z każdym z tych przypadków wiąże się wyjątkowa historia i okoliczności. Cofnijmy się więc o parę wiosen i weźmy pod igolową lupę najbardziej sensacyjnych zwycięzców ligowych zmagań, a także zastanówmy się, czy rewelacyjne Leicester może pójść w tym roku w ich ślady.
Niemieckie pasmo zaskoczeń
W Niemczech w ostatnich latach niespodzianek mieliśmy najwięcej. Gdy nie dominuje Bayern, wygrać może praktycznie każdy i w gruncie rzeczy zawsze nazwiemy to sensacją. W sezonie 2006/2007 spotkało nas jednak coś nadzwyczajnego – prowadzony przez Armina Veha VfB Stuttgart, będąc liderem przez zaledwie trzy kolejki i wygrywając osiem ostatnich ligowych spotkań, sięgnął po trofeum w Bundeslidze.
Poprzedni sezon klub zakończył na dziewiątej lokacie z 32-punktową stratą do Bayernu Monachium i zupełnie nic nie wskazywało na to, że w następnym roku może włączyć się do walki chociażby o udział w Lidze Mistrzów. Veh zbudował swój zespół z bardzo młodych graczy, często wyciągniętych wręcz z drużyny juniorów. Pod jego okiem zaczęli wówczas błyszczeć młodziutcy Sami Khedira i Mario Gomez, który był w tamtym sezonie najlepszym strzelcem w Bundeslidze. Sukcesu Stuttgartu nie spodziewał się nikt, zarówno przed rozgrywkami, jak i w trakcie – w wyniku kiepskiej formy Bayernu po tytuł pewnie podążało Schalke 04, jednak podopieczni Veha rzutem na taśmę dogonili graczy z Gelsenkirchen i sprawili jedną z większych sensacji ostatnich lat w europejskim futbolu.
– W najśmielszych snach nie śniłem o tym przed sezonem ani nawet w jego trakcie. Właściwie nadal nie wierzę w to, co się stało – mówił po ostatnim meczu wzruszony kapitan Stuttgartu, Portugalczyk Fernando Meira.

Co ciekawe, już dwa lata później doszło w Niemczech do kolejnego trzęsienia ziemi. Tytuł mistrza po raz pierwszy w historii zdobyli piłkarze dowodzonego przez Felixa Magatha Wolfsburga. Na początku sezonu 2008/2009 po konflikcie z trenerem z zespołu odszedł Jacek Krzynówek i nie dane mu było świętować wraz z drużyną największego sukcesu w historii klubu. Pierwsze skrzypce w ekipie Magatha grali za to wówczas napastnicy, Edin Dżeko i Grafite, a Wolfsburg szczycił się najskuteczniejszą ofensywą w całych rozgrywkach. O tytuł mistrza toczył zaciekłą walkę do końca sezonu z Bayernem Monachium, lecz dzięki efektownemu zwycięstwu w ostatniej kolejce nad Werderem Brema 5:1 graczom Magatha udało się utrzymać dwupunktową przewagę nad faworytami i zdobyć jedyny w historii klubu tytuł mistrza Niemiec.














