Wielu w historii piłki nożnej było piłkarzy dobrych i bardzo dobrych. Paru z nich można z powodzeniem nazwać wielce wybitnymi. W ostatnich latach na to miano zdecydowanie zasłużył Zinedine Zidane. Mimo nieziemskich umiejętności bohatera tego artykułu, piłkarski światek już zawsze będzie się zastanawiał czy na miano boga futbolu bardziej zasłużył Brazylijczyk Pele, czy Argentyńczyk Diego Maradona. Nieliczni zdają sobie sprawę, że na Wschodzie Europy żył ktoś, kto przewyższał ich obu.
Moskwa – stolica Rosji zamieszkana jest przez ponad dziesięć milionów ludzi. Cała aglomeracja, łącznie z leżącymi w pobliżu mniejszymi miastami, miejscowościami i wsiami, liczy ponad 12 milionów mieszkańców. W położonym niedaleko niej miasteczku Perowo, gdzie znajduje się jedna ze stacji miejscowego metra, na świat 21 lipca 1937 roku na świat przyszedł Eduard Anatoljewicz Strielcow. Już w latach dzieciństwa odznaczał się wielką pasją do piłki nożnej. Mający ambicję zostania profesjonalnym piłkarzem Eduard długo nie zwlekał z realizacją swoich marzeń. Postanowił związać się z Torpedo Moskwa. Od początku odznaczał się nieprzeciętnymi umiejętnościami. W wieku 16 lat zadebiutował w pierwszej drużynie swojego klubu. Na boisku potrafił wyczyniać takie rzeczy, które nie śniły się wielu z jego przeciwników.

Zaledwie rok później upomniała się o niego Sborna. W reprezentacji zanotował istne wejście smoka. W dwóch pierwszych meczach w narodowych barwach popisał się ustrzeleniem hat-tricka. Jego postawa nie uszła uwadze Europy. W tym samym roku zajął siódme miejsce w konkursie na najlepszego piłkarza grającego na Starym Kontynencie. W lidze spisywał się wręcz znakomicie, raz po raz trafiając do siatki rywali. Sezon 1956 zakończył w koronie króla strzelców. Jego popisy zainteresowały selekcjonera reprezentacji Rosji. Włączył on Eduarda do składu drużyny, która wybrała się na Igrzyska Olimpijskie do Melbourne. Najbardziej pomógł on swojemu zespołowi w półfinale, kiedy Związek Radziecki mierzył się z Bułgarią. W regulaminowym czasie gry padł bezbramkowy remis. W piątej minucie dogrywki zapachniało sensacją, kiedy Iwan Koliew trafił do siatki Rosjan. Sygnał do ataku dał właśnie Strielcow, wyrównując stan meczu. Gracze z ZSRR poszli za ciosem i na 240 sekund przed końcem Borys Tatuszyn dał największemu krajowi świata awans do finału. W nim jego drużyna zmierzyła się z Jugosławią. Trener Związku Radzieckiego jednak nie zdecydował się na wpuszczenie Eduarda na boisko. Team znad Wołgi wygrał ten mecz 1:0 i zdobył złoty medal olimpijski. Wtedy medale przyznawano jedynie tym piłkarzom, który pojawili się na placu gry. A że Strielcow nie wszedł na murawę nawet na minutę, musiał obejść się smakiem.
Z Melbourne przyjechał w glorii mistrza, choć z pustymi rękoma. Nie przeszkodziło mu to jednak w tym, by dalej znakomicie spisywać się w lidze. Stawał się coraz skuteczniejszy, rosły jego piłkarskie umiejętności, było o nim coraz głośniej w całym kraju. W latach 1954-58 w barwach Torpedo Moskwa zagrał 89 razy, zaliczając 48 trafień.










