Ciężko jest opisać słowami, co czuł cały naród brazylijski po przegranym finałowym meczu mistrzostw świata w 1950 roku. Brazylijczycy, od zawsze zakochani w futbolu, musieli patrzeć, jak na Maracanie puchar odbiera Urugwaj. Nikt nie przypuszczał, że w ciągu następnych dwudziestu lat piłkarze w kanarkowych trykotach trzy razy uniosą w górę puchar Julesa Rimeta. W tym tekście przybliżę okoliczności pierwszego triumfu. Szwecja 1958.
W turnieju brało udział 16 ekip. 12 z Europy, trzy z Ameryki Południowej oraz Meksyk z Ameryki Północnej. Uczestników podzielono na cztery grupy po cztery drużyny. Brazylijczycy wylądowali w grupie C, razem z Austrią, Anglią oraz ZSRR.
Brazylia wyruszała do Szwecji z nadziejami. Nie ciążyła na nich już tak wielka presja. Mieli grać w dalekim, północnym kraju. Nie patrzyły na nich tłumy Maracany. Trener Vincente Feola mógł powołać najmocniejszy dostępny skład. Pozwolił sobie też na kilka niespodziewanych powołań. Jak się okazało, były one decydujące dla późniejszego triumfu.
Bohaterowie
Brazylijczycy grali w tym czasie ofensywnym ustawieniem 4-2-4. Reszta świata w większości stosowała, popularny do dziś, system 4-4-2, z ofensywnie usposobionymi skrzydłowymi. W ustawieniu „Canarinhos” wszyscy czterej napastnicy grali w jednej linii. To właśnie była słynna brasiliana. Bramki reprezentacji Brazylii bronił wielki Gilmar, do dziś uważany za jednego z największych specjalistów na swojej pozycji w historii. Przed nim grali Orlando oraz Bellini. Na skrzydłach obrony miejsca zajmowali De Sordi oraz Nilton Santos, w tamtym czasie najlepszy obrońca na świecie. Parę pomocników stanowili Didi oraz Zito. Środkowymi napastnikami byli Vava i Pele. Na skrzydłach szaleli Mario Zagallo oraz Mane Garrincha. W tym składzie „Canarinhos” grali przez większą część turnieju. Swój udział w zwycięstwie mieli także: Pepe, Dida, Altafini i inni. Średni wiek piłkarzy wynosił około 26 lat. Najmłodszy był Pele – 17 lat. Był on również najmłodszym graczem całego turnieju. Najstarszy był rezerwowy bramkarz Castilho (31 lat).
Pierwsze sukcesy
W Brazylii z wielkim entuzjazmem przyjęto wygraną 3:0 nad Austrią, w której brylował niesamowity Ernst Happel. Dwa gole strzelił Jose Altafini, jednego dołożył Nilton Santos. Na ławce zasiedli, jak się później okazało, trzej najlepsi Brazylijczycy turnieju: Pele, Vava oraz Garrincha. Zwycięstwo znacznie podniosło morale drużyny, skonsolidowało grupę i pozwoliło snuć dalekosiężne plany. Następnym rywalem „Canarinhos” byli Anglicy. Zdziesiątkowani przez słynną katastrofę pod Monachium, która zabrała trzech podstawowych piłkarzy kadry. W tym meczu nie padły gole, co uświadomiło trenerowi Feoli, że potrzebne są zmiany w formacji ofensywnej. Dida i Altafini nie radzili sobie z silnymi Anglikami. Kolejny miał być Związek Radziecki, a więc jeszcze silniejsza fizycznie ekipa, dysponująca jeszcze lepszymi piłkarzami.
– Zwycięstwo nad Austrią było bardzo ważne. Wszyscy byliśmy zachwyceni – mówił Pele o meczu z Austrią.










