Nowy trener – nowe zwyczaje. Dawny porządek, który panował przy Łazienkowskiej 3 w czasach Henninga Berga, minął bezpowrotnie. Forma zespołu od chwili, kiedy to szkoleniowcem został Stanisław Czerczesow, a także wyniki osiągane przez Legię, są o niebo lepsze niż za kadencji Norwega. Jednak, jak to często bywa, szczęście ogółu to nieszczęście jednostki, a wydaje się, że właśnie w takiej sytuacji znajduje się obecnie Dominik Furman.
Gdy pojawiły się pierwsze plotki o tym, że nowym trenerem Legii zostanie Czerczesow, polskie social-media dosłownie eksplodowały od nawału prześmiewczych memów, które ukazywały Rosjanina jako trenera z innej epoki, zwolennika archaicznych metod treningowych, zamordystę. Według sarkastycznych obrazków, piłkarzem idealnym jest były lub obecny sztangista. Na pierwszej konferencji prasowej nowego opiekuna Legii było zabawnie, padały pytania o informatorów, ale pojawiło się także kilka jasnych zapewnień okołopiłkarskich, dotyczących m.in. stylu gry.
Zapewnienia o nieustannym pressingu znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości, gdyż już w pierwszym meczu pod wodzą Czerczesowa, Legia rozbiła Cracovię. Po boisku przez 90 minut biegał Dominik Furman. Jednak były to miłe złego początki.
Za kadencji Henninga Berga różnej maści eksperci piłkarscy byli zgodni – Nikolić i Furman to dwie czołowe postaci Legii, którym „Wojskowi” zawdzięczają sporą liczbę punktów. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że to właśnie od tej dwójki rozpoczynało się ustalanie składu przez norweskiego szkoleniowca. Dziś, u progu rządów Stanisława Czerczesowa, sytuacja wygląda nieco inaczej. Węgierski napastnik wciąż jest niekwestionowanym numerem jeden, który ciągnie za sobą niezwykle ciężki wózek z napisem Legia, ale były gracz Tuluzy stracił pewne miejsce w podstawowym zestawieniu. Dlaczego?

Podstawowym założeniem rosyjskiego trenera jest, jak już nadmieniliśmy wyżej, pressing. Udany pressing wymaga pełnej kontroli nad środkiem pola, doskonałej synchronizacji wszystkich formacji. U Rosjanina kwestia obsady pozycji „6” i „8” jest od początku jasna i klarowna. Duet Jodłowiec-Pazdan spisuje się rewelacyjnie, tłamsząc kolejnych rywali. Największą zaletą wspomnianej dwójki jest bardzo dobry odbiór piłki oraz agresja i nieustępliwość, które są tak niezbędne do realizacji przedmeczowych założeń Czerczesowa.
Wydaje się, że Furman stracił miejsce na swojej nominalnej pozycji właśnie przez brak odpowiednich umiejętności w destrukcji. Popularny „Furmi” nie jest ułomkiem. Ba! Jest nawet parę centymetrów wyższy aniżeli Pazdan, ale zdecydowanie gorzej prezentuje się w odbiorze piłki. Dla rosyjskiego trenera jego zalety w rozegraniu, czy bardzo dobrze dopracowane stałe fragmenty gry, odgrywają rolę drugo-, jeśli nie trzecioplanową. Co więc musi zrobić Furman, aby wrócić do pierwszego składu?










