Reprezentacja Francji odniosła niezwykle ważne zwycięstwo w wyjazdowym spotkaniu przeciwko Irlandii. Ambitnie grający gospodarze nie byli w stanie poradzić sobie z dobrą defensywą gości i nie zdobyli gola. Ta sztuka udała się za to podopiecznym Raymonda Domenecha, a jego autorem był Nicolas Anelka.
Długo oczekiwane baraże swój początek miały 14 dnia listopada. W jednej z najciekawiej zapowiadających się par Irlandczycy w Dublinie podejmowali reprezentację Francji. Przed spotkaniem trudno było wskazać faworyta. Gospodarze bowiem w eliminacjach nie przegrali żadnego meczu, a mierzyli się przecież z Włochami. Francuzi zaś zawiedli i drugie miejsce w ich grupie to wynik, który na pewno chluby nie przynosi.

Od początku z wiarą i nadzieją do ataków przystąpili Irlandczycy. Niesieni dopingiem fanów podopieczni Giovanniego Trapattoni próbowali przedrzeć się przez defensywę gości, jednak ci w odpowiednim momencie zapobiegali niebezpieczeństwu. W 11. minucie kibice na Croke Park zamarli. Eric Abidal wybijał piłkę z własnego pola karnego, by zapobiec zagrożeniu. Ta niefortunnie minęła środkowego obrońcę Irlandii i trafiła do Andre-Pierre Gignac. Napastnik „Trójkolorowych” fenomenalnie uderzył i przelobował Shay Givena. Kiedy wydawało się, że jest 0:1, asystent arbitra słusznie, jak się okazało, podniósł chorągiewkę, sygnalizując spalonego. Po pół godzinie gry widać było, że nerwowy początek piłkarze obu jedenastek mają już za sobą. Irlandczycy nabierali wiatru w żagle i coraz częściej konstruowali akcje ofensywne. W 31. minucie przed dobrą okazją stanęli właśnie „The Boys in Green”. Futbolówkę przed polem karnym otrzymał Keith Andrews, lecz jego techniczny i przemyślany strzał nieznacznie minął lewy słupek bramki Hugo Llorisa.
Premierowa odsłona upłynęła pod znakiem przewagi Irlandii. Mimo że początek z obu stron był nerwowy, to szybciej z tego amoku otrząsnęli się gospodarze. Determinacja podopiecznych Trapattoniego, szybkie tempo i dużo akcji ofensywnych sprawiły, że mecz w pierwszych trzech kwadransach był bardzo ciekawy. Więcej w ataku mieli jednak do zaoferowania piłkarze z kraju ze stolicą w Dublinie, toteż prognozowało to pozytywnie na drugą część spotkania.
W 52. minucie po rzucie rożnym wykonywanym przez Damiena Duffa byliśmy świadkami zamieszania w „szesnastce” Francuzów. Piłkę na piątym metrze niespodziewanie otrzymał John O’Shea, lecz fatalnie spudłował w wybornej sytuacji. Cztery minuty później dogodną okazje do otwarcia wyniku miał Lassana Diarra. Zawodnik Realu Madryt dokładnie przyjął futbolówkę i oddał piękne uderzenie z dystansu. W powtórce widać było, iż do szczęścia niewiele brakowało. Trudna do interpretacji dla niemieckiego arbitra była sytuacja z 69. minuty spotkania. Ewidentnie rękami Shay Given „zahaczył” wbiegającego w pole bramkowe Patrice Evrę. Wydawało się jednak, że niepodyktowanie jedenastki było słusznym rozwiązaniem, bowiem Francuz i tak nie miałby szans na dojście do wypuszczonej przez siebie piłki.











