Reprezentacja Francji okazała się minimalnie lepsza i wygrała z drużyną Australii 2:1. Spotkanie, szczególnie w pierwszej połowie, nie obfitowało w wiele emocji. Na szczęście zmieniło się to po przerwie. W drugich czterdziestu pięciu minutach byliśmy świadkami podyktowania dwóch rzutów karnych, pierwszej weryfikacji VAR oraz pięknego trafienia Paula Pogby, które zadecydowało o wyniku rywalizacji.
Nie bez powodu mówi się, że Francja jest jednym z największych faworytów do zdobycia mistrzostwa świata. Według portalu Transfermarkt jest ona najbardziej wartościową reprezentacją spośród wszystkich w stawce, do tego w składzie ma takich zawodników jak Antoine Griezmann (król strzelców oraz najlepszy piłkarz Euro 2016), Raphael Varane czy Kylian Mbappe określany jako cudowne dziecko francuskiej piłki. Na Didiera Deschampsa nałożona jest olbrzymia presja, a to wszystko wiąże się z kwestią, czy uda mu się wykorzystać ogromny potencjał drużyny. Cokolwiek innego niż przekonujące zwycięstwo nad Australią doprowadzi do poważnej analizy dyspozycji „Trójkolorowych”.
Na tym turnieju niewiele mówiło się o Australii w kontekście wyjścia z grupy, ale piłkarze tej reprezentacji nie narzekają na taki stan rzeczy. „Socceroos” uwielbiają być na wielkich turniejach „underdogiem”, więc należy traktować ten zespół zupełnie poważnie. Są przecież zwycięzcami Pucharu Azji z 2015 roku, a mundial w Rosji jest czwartym z rzędu, w którym biorą udział. Do tego mają świetnego szkoleniowca, Berta van Marwijka, który potrafi wydobyć ze swoich piłkarzy maksimum umiejętności.
Rozczarowująca pierwsza połowa
Francja zaczęła spotkanie rewelacyjnie, oddając cztery celne strzały w pierwszych ośmiu minutach dzisiejszej rywalizacji. Odważnie napierali na bramkę Australijczyków, byli szybcy, zwinni i wydawało się, że worek z golami rozwiąże się już krótko po pierwszym gwizdku urugwajskiego sędziego Andresa Cunhy. „Trójkolorowi” zaliczyli świetny start, jednak po dziesięciu minutach ich rywale zaczęli dochodzić do głosu. Nieoczekiwanie to oni kontrolowali sytuację na murawie, przedostawali się pod pole karne przeciwnika i mimo że nie stworzyli sobie stuprocentowej akcji, to o mały włos Corentin Tolisso nie wbiłby futbolówki do własnej bramki, lecz świetnie interweniował Hugo Lloris.











