Po wygranej Śląska 2:1 z Ruchem w 14. kolejce Ekstraklasy obydwaj szkoleniowcy mieli sporo do powiedzenia po spotkaniu. Trener Fornalik przyznał, że sytuacja z wrzuconą drugą piłką na murawę w czasie akcji Ruchu była bardzo nietaktowna. Z kolei szkoleniowiec Śląska twierdzi, że nikt z ławki gospodarzy nie przyczynił się do tego.

Waldemar Fornalik nie był do końca zadowolony z pracy sędziego w tym spotkaniu, który według szkoleniowca Ruchu uznał nieprawidłowo zdobytego gola. – Wydaje mi się, że było to ciekawe spotkanie. Obydwa zespoły pokazały podobne cechy – ambicję, waleczność. Szkoda, że otworzyliśmy wynik bramką samobójczą, bo zespół, który pierwszy strzela gola ma nieco łatwiejsze zadanie. Tym bardziej, że Śląsk gra bardzo dobrze w defensywie. Co do drugiego celnego strzału, dostaliśmy sygnały po meczu, że zdobyty został z pozycji spalonej, jednak nie mam zamiaru oceniać pracy sędziego. Mimo to, wydarzenie z końcówki, kiedy pojawiła się druga piłka z ławki Śląska, było chamskie, na poziomie okręgówki. Śląsk ma bardzo dobrze dopracowane stałe fragmenty gry, które są ciągłym zagrożeniem dla rywali – przyznał opiekun „Niebieskich”.
Orest Lenczyk zapewniał, że wygrana z Ruchem Chorzów nie przyszła łatwo, ale jest pełen podziwu dla swoich piłkarzy. – Mecz okazał się dużo trudniejszy, niż się tego spodziewałem. Nie chcę oceniać pracy sędziego, bo z jednej strony był rzut karny, z drugiej strony podobno bramka zdobyta z pozycji spalonej. Jestem absolutnie przekonany, że zawodnicy chcieli wygrać, szczególnie po zdobyciu pierwszego gola. Zwycięstwo przyszło nam bardzo trudno, przy dobrze ułożonym Ruchu, który dobrze grał w środku pola. Ostatni mecz we Wrocławiu nie był najpiękniejszy, ale jeżeli cztery kolejki temu ktoś zaproponowałby komplet wygranych, nie wybrzydzałbym. Przysięgam, że piłki na boisko nie wrzuciłem. Ławka rezerwowych ma długość dziesięciu metrów, a ja patrzyłem na murawę. Nie sądzę, żeby ktoś z nas był aż tak przebiegły – wyjaśnił trener wrocławian.










