Grał w siedmiu krajach, występował w mistrzostwach świata w dwóch reprezentacjach narodowych, biegał po boisku w koszulce Realu Madryt i Barcelony. Dziś jest namaszczany na następcę Pepa Guardioli, choć w trenerskim fachu jeszcze nic nie osiągnął.
Zdrada po raz pierwszy
Robert Prosinecki, bo o nim mowa, od kontrowersji rozpoczął swoją piłkarską karierę. Czas, jaki upłynął od pamiętnych wydarzeń z 1987 roku, sprawił, że ta zmiana klubu, której wówczas dokonał, obrosła w legendę. 22-letni piłkarz miał za sobą debiut w Dinamie Zagrzeb, ale mimo że był uznawany za wielki talent jugosłowiańskiej piłki, nie miał szans na regularną grę. Dlaczego? Przeważała opinia, że uprzedzony do charyzmatycznego środkowego pomocnika był trener Dinama, Miroslav Blażević. „Ćiro” miał odrzucić Prosineckiego świadomie. Na szczęście dla bałkańskiej piłki, Prosinecki senior szybko zabrał syna z Zagrzebia. Ruch rodzica był zrozumiały, destynacja, w jaką udał się z dzieckiem, już mniej. Prosinecki, trafiając do Crvenej Zvezdy, zasilił obóz jednego z największych rywali Dinama. Jako Chorwat trafił do drużyny będącej symbolem serbskości, co jest interesujące szczególnie wówczas, kiedy wgłębi się w wypowiedzi Prisneckiego na tematy narodowe.
Chorwat, Serb, Jugosłowianin?

W świadomości polskich kibiców Robert Prosinecki funkcjonuje jako jeden z liderów reprezentacji Chorwacji, która w 1998 roku wywalczyła trzecie miejsce na mistrzostwach świata. Zanim Robert zapisał się złotymi zgłoskami w historii Chorwacji, został symbolem Jugosławii ze szczególnym naciskiem na jej serbską część.
Prosinecki wywodzi się z mieszanej chorwacko-serbskiej rodziny bałkańskich gastarbeiterów. Urodził się w zachodnich Niemczech i tam stawiał pierwsze kroki jako piłkarz. Być może jego pochodzenie spowodowało, że Prosinecki zachowywał dużo więcej dystansu do kwestii politycznych, niezwykle istotnych na przełomie lat 80. i 90. Obcy był mu nadęty patriotyzm jego bałkańskich kolegów. Co najciekawsze, istnieją wypowiedzi Prosineckiego, w których określa siebie Serbem. Trudno dziś odgadnąć, na ile słowa zostały włożone w usta piłkarza, na ile były nadinterpretacją tłumaczy, a na ile odnosiły się po prostu do identyfikacji z państwem jugosłowiańskim, w którym przodował naród serbski. Serbką była przecież matka piłkarza.
Zdrada po raz drugi
Kiedy rozpadała się Jugosławia, Prosinecki miał do wyboru występy w „nowej” Jugosławii bądź dołączenie do reprezentacji Chorwacji, nieobjętej sankcjami. Środkowy pomocnik miał już na koncie mistrzostwo świata U-20 z 1987 roku, złotego buta z tego samego turnieju, Puchar Europy wywalczony z Crveną Zvezdą w 1991 roku. Prosinecki miał sporo do zawdzięczenia serbskiemu środowisku piłkarskiemu, w którym był bezgranicznie wielbiony. Wybrał jednak grę w ojczyźnie ojca. Tylko piłkarzowi o jego talencie taka niewybaczalna zdrada, dokonana w warunkach podżeganej przez propagandę obu stron nienawiści, mogła ujść na sucho. Sam piłkarz dzięki takiemu wyborowi w przyszłości mógł przejść do historii jako jedyny, który na mistrzostwach świata zdobył bramkę w barwach dwóch różnych reprezentacji.











