Raz na wiele lat rodzi się w danym kraju piłkarz, który jest niemal stworzony do tego, by stać się wybitnym. Reprezentacja Meksyku nigdy nie była na samym szczycie, jednak miała w swojej historii piłkarza, który na nim był. Mowa rzecz jasna o Hugo Sanchezie, obywatelu kraju z Ameryki Północnej; człowieku, który podbił stolicę Hiszpanii.
Sanchez urodził się 11 lipca 1958 roku w stolicy Meksyku. Nigdy nie wyróżniał się warunkami fizycznymi, jednak to nie przeszkodziło mu zostać prawdziwym łowcą bramek. Od samego początku trenował w Pumas UNAM, gdzie radził sobie świetnie. W pierwszej drużynie zadebiutował w wieku 18 lat i mało kto spodziewał się, że mizerny chłopak (176 cm wzrostu i 73 kg wagi) rozsławi klub na cały świat. W 1979 roku zaliczył epizod w amerykańskim San Diego Rockers. Po powrocie jeszcze jeden sezon spędził w Ameryce Północnej, a następnie ruszył na podbój Europy. W Meksyku odniósł swoje pierwsze sukcesy. Zdobył dwa mistrzostwa kraju oraz Ligę Mistrzów strefy CONCACAF w 1981 roku.

Po dobrych występach w stolicy zainteresowało się nim Atletico Madryt. Na początku piłkarz nie mógł przyzwyczaić się do europejskich warunków i aklimatyzacja szła mu bardzo ciężko. Jednak gdy przyzwyczaił się do panujących warunków, zaczął grać fantastycznie. W 1985 roku zdobył tytuł króla strzelców Primera Division, z 19 trafieniami na koncie. Świetny sezon zakończył zdobyciem Pucharu Hiszpanii. Było wręcz pewne, że to jego ostatni sezon w barwach „Rojiblancos”. W ciągu czterech sezonów rozegrał w lidze ponad 100 meczów i strzelił 54 bramki.
Biło się o niego pół Europy. Ostatecznie wyścig po nikomu wcześniej nieznanego Meksykanina wygrał największy rywal Atletico, Real, w którym Sanchez miał być uzupełnieniem bardzo mocnego składu „Los Blancos”. Ostatecznie stał się prawdziwą maszyną do strzelania goli. Spędził na Bernabeu siedem lat, które okazały się najlepszym okresem w jego karierze. Zdobył w tym czasie pięć tytułów mistrza Hiszpanii, a cztery razy był najskuteczniejszym piłkarzem w lidze. W sezonie 1989/1990 pokonywał bramkarzy w lidze aż 38 razy! Dzięki takiej liczbie bramek został uhonorowany Złotym Butem. Łącznie zagrał w 283 meczach i strzelił 207 goli. Do dziś jest jednym z najlepszych strzelców w historii „Królewskich”. Obecnie zajmuje szóste miejsce w zestawieniu. Jego średnia na sezon wynosiła 23 bramki, co do dziś jest trudne do osiągnięcia dla większości zawodników. Jedyne czego nie udało mu się zdobyć w stolicy Hiszpanii to Puchar Europy.
Był kochany w Madrycie również z powodu swojej charakterystycznej cieszynki. Każdego gola celebrował, robiąc przeróżne salta i fikołki. Jak sam mówił, nauczył się różnych akrobacji od siostry, która była gimnastyczką. Dzięki niej nabył również umiejętność strzelania przewrotką i stał się prawdziwym mistrzem takich strzałów. Ten sposób strzelania jest dziś pokazywany jako wzór do naśladowania.
W 1992 roku zdecydował się odejść. Wrócił do swojego kraju, do America Meksyk, w którym grał przez jeden sezon, a mimo to zdążył zdobyć z kolegami tytuł mistrza strefy CONCACAF. Po kolejnym roku wrócił jeszcze raz na Półwysep Iberyjski i znów do swojego ukochanego miasta, jednak tym razem reprezentował barwy Rayo Vallecano. W wieku 36 lat dorzucił do swojej kolekcji jeszcze 16 bramek zdobytych w Primera Division. Dzięki temu jest obecnie trzecim w zestawieniu najlepszych strzelców w historii tej ligi. Niedawno wyprzedził go Lionel Messi. Później, zbliżając się do emerytury, tułał się po klubach (Atlante, FC Linz i Dallas Burn), by w 1997 roku zakończyć karierę, grając w barwach Celayi. W tym samym roku Real zorganizował mu pożegnalny mecz z francuskim Paris Saint-Germain.
Przez 18 lat grał również w meksykańskiej kadrze, w której zadebiutował w 1976 roku. Pierwszym poważnym turniejem w historii jego występów w reprezentacji były mistrzostwa świata 1978. Wtedy kadra z Ameryki Północnej z młodym Sanchezem w składzie przegrała m.in. z Polską 1:3. Jego największym sukcesem był srebrny medal zdobyty w Copa America w 1992 roku. „El Tri” zostali zatrzymani dopiero w finale przez Argentynę. Dwa lata później Hugol ostatni raz przywdział trykot meksykańskiego zespołu. Łącznie zagrał w 58 meczach, strzelając 29 goli.
Po zakończeniu kariery zawodniczej został trenerem i przez pięć lat prowadził klub, w którym się wychował, Pumas UNAM. Później przez chwilę prowadził Club Necaxa, by w 2006 roku zostać selekcjonerem kadry Meksyku. Po dwóch latach został zastąpiony przez Svena-Gorana Erikssona. Później trenował jeszcze Almerię i Pachucę w 2012 roku. Przez większość czasu był jednak komentatorem sportowym. Wielokrotnie powtarzał, że jego największym marzeniem jest poprowadzenie Realu Madryt.
Sanchez to przykład zawodnika, który nie musi mieć świetnych warunków fizycznych czy genialnej techniki, aby strzelać mnóstwo goli. On po prostu miał to coś. W 2004 roku Pele umieścił go na liście 100 najlepszych żyjących piłkarzy w historii. Zdobył sobie serca kibiców nie tylko wieloma bramkami, ale też sposobem bycia i boiskowymi akrobacjami. Dzięki temu do dziś jest traktowany z ogromnym szacunkiem.
Ku pokrzepieniu serc Madridistas :).