Od wielu lat polskie kluby marzą o udziale w Lidze Mistrzów. Jednak na marzeniach się kończy, bo Europa pod względem piłkarskim uciekła nam daleko. Był czas, że w elitarnych rozgrywkach brały udział także polskie drużyny. Mało tego, warszawska Legia w 1996 roku doszła do ćwierćfinału.
W połowie lat 90. w Warszawie udało się zbudować bardzo silny klub. Pod wodzą Janusza Wójcika i przy wsparciu bogatego sponsora, Janusza Romanowskiego, Legia miała najpierw zostać mistrzem Polski, a następnie podbić Europę. Okazało się, że to zadanie, nawet mimo dużego nakładu finansowego, nie jest takie proste, bo „Wojskowi” mogli świętować tytuł mistrzowski dopiero po odejściu popularnego „Wójta”. Pod opieką Pawła Janasa udało się zdobyć mistrzostwo kraju, lecz w europejskich pucharach przyszło brutalne zderzenie z rzeczywistością i porażka 0:4 z Hajdukiem Split. W Warszawie jednak nie rezygnowano z wielkich planów i dalej wzmacniano drużynę. Zespół z takimi asami, jak: Leszek Pisz, Jacek Zieliński, Radosław Michalski czy Jerzy Podbrożny, wzmocnili jeszcze: Ryszard Staniek, Cezary Kucharski i Tomasz Wieszczycki i Andrzej Kubica. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

W sezonie 1995/1996, w eliminacjach do fazy grupowej Ligi Mistrzów, Legia trafiła na trudnego rywala, jakim był IFK Goteborg. Szwedzi regularnie wówczas występowali w elitarnych rozgrywkach i mieli w swoim składzie wielu reprezentantów kraju. Również wielu legionistów miało za sobą występy w kadrze, lecz doświadczenie w meczach o stawkę zdecydowanie przemawiało za Skandynawami. W Warszawie dość szczęśliwie zwyciężyła Legia, a strzelcem jedynej bramki był Jerzy Podbrożny. Rewanż zaczął się najgorzej jak mógł. IFK szybko objęło prowadzenie po strzale Blomqvista i wydawało się, że kolejne bramki są kwestią czasu. Jednak w 74. minucie stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Najniższy na boisku, mierzący zaledwie 167 centymetrów wzrostu, Leszek Pisz strzałem głową doprowadził do wyrównania. Oszołomieni Szwedzi ruszyli do ataku, ale Legia skutecznie kontrowała i w efekcie w ostatnich sekundach po trafieniu Jacka Bednarza zwyciężyła 2:1, ciesząc się z historycznego awansu do Ligi Mistrzów.
Los przydzielił Polakom w grupie mistrzów Anglię, Rosję i Norwegię. Po dotychczasowych doświadczeniach w europejskich pucharach trudno było o optymizm, lecz pierwszy mecz z Rosenborgiem Trondheim pokazał, że nie taki diabeł straszny. Znów bohaterem był filigranowy Pisz, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Dołożył jeszcze Ryszard Staniek, a rywale potrafili odpowiedzieć tylko jednym golem. Wynik 3:1 wprowadził kibiców w stan euforii. Legia wystąpiła wówczas w składzie: Szczęsny – Jóźwiak, Zieliński, Ratajczyk – Lewandowski, Mandziejewicz, Pisz, Wieszczycki (Michalski), Bednarz (Fedoruk) – Staniek, Kubica (Kucharski)













