Manchester United i Bayern Monachium to dwa wielkie kluby, które tworzyły historię piłki nożnej. Te zespoły zdobywały wiele trofeów, miały w swoich szeregach wspaniałych piłkarzy i rozegrały wiele legendarnych spotkań. Jednak w 1999roku drogi obu drużyn skrzyżowały się w finale Ligi Mistrzów i historia mogła stać się zazdrosna, że jeszcze nigdy coś takiego się nie przydarzyło.
Anglicy od niepamiętnych czasów toczą pasjonujące boje z Niemcami na futbolowych arenach. Wystarczy przytoczyć finał mistrzostw świata w 1966 roku, kiedy to synowie Albionu zwyciężyli po kontrowersyjnym golu Geoffa Hursta, lub pojedynek, który miał miejsce cztery lata później, i triumf Niemców nad ówczesnymi mistrzami świata po bramce strzelonej w dogrywce. Również najnowsza historia potwierdza, że starcia angielsko-niemieckie były i są szalenie emocjonujące, bo oprócz wyniku 4:1 dla Niemiec to spotkanie zostanie zapamiętane z powodu nieuznanej bramki Lamparda. Gorąco było też w pojedynkach na arenie klubowej. Tutaj, odwrotnie niż w meczach międzypaństwowych, pierwsze zwycięstwo należało do Niemiec, bo w finale Pucharu Mistrzów w 1974 roku Bayern Monachium pokonał Leeds United. Później w najważniejszym z europejskich pucharów triumfowali już wyłącznie Anglicy. Najpierw Liverpool pokonał Borussię Moenchengladbach, potem Nottingham Forest zwyciężył z HSV Hamburg , a później Aston Villa okazała się lepsza od Bayernu Monachium. A więc o historii pojedynków angielsko-niemieckich można by napisać książkę, która swoją długością mogłaby zostawić w tyle nawet „Pana Tadeusza”.

Wszystkie te wydarzenia wywoływano przed finałem Ligi Mistrzów w 1999 roku, w którym Manchester United miał się zmierzyć z Bayernem Monachium. Wielu ekspertów, wzorując się na wcześniejszych spotkaniach, przewidywało sukces jednej bądź drugiej drużyny, ale nikt nie miał wątpliwości, że fanów futbolu czeka znakomite widowisko. Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że obie drużyny spotkały się już wcześniej w fazie grupowej. W pojedynkach przyszłych finalistów padły dwa remisy, 1:1 i 2:2. Szczególnie dramatyczny był mecz w Monachium, w którym Bayern dopiero w 90. minucie doprowadził do wyrównania po golu Elbera. Obydwa zespoły rywalizowały w grupie D, nazywanej grupą śmierci. Oprócz Bayernu i Manchesteru znalazła się w niej również Barcelona, a zestaw uzupełniał mistrz Danii, Broendby Kopenhaga.
W 1/4 obie drużyny nie pozostawiły cienia wątpliwości, że zasługują na awans. Bayern rozgromił w bratobójczym pojedynku FC Kaiserslautern 4:1 i 2:0, a Manchester wyeliminował Inter Mediolan po zwycięstwie 2:0 i remisie 1:1. W półfinale byliśmy już świadkami wielkich spektakli. Bayern stoczył wielki bój z Dynamem Kijów, w którym swoją wspaniałą karierę rozpoczynał Andrij Szewczenko. W pierwszym spotkaniu remis 3:3 „Bawarczykom” uratował w 90. minucie Jancker, w drugim zaś meczu skromne zwycięstwo 1:0 dało awans mistrzom Niemiec. W drugim meczu los natknął na siebie Manchester United i Juventus Turyn. Wydawało się, że „Stara Dama” znalazła sposób na „Czerwone Diabły”, bo w meczu na Old Trafford padł remis 1:1, a ekipę Aleksa Fergusona spod gilotyny wyciągnął w ostatniej minucie Ryan Giggs. W rewanżu po 10 minutach „Juve” prowadziło już 2:0. Del Piero i spółka trzy razy z rzędu grali w finale Ligi Mistrzów i mieli apetyt na czwarty, lecz „Diabły” skutecznie wybiły im to z głowy. Po golach Roya Keane’a, Dwighta Yorke’a i Andy’ego Cole’a Manchester zwyciężył w Turynie 3:2 i marzenia piłkarzy Juventusu zostały pogrzebane w półfinale.












