FJW: Alojzy Jarguz – pierwszy polski sędzia na mistrzostwach świata


Przypominamy sylwetkę Alojzego Jarguza, który przecierał szlaki polskim arbitrom

11 czerwca 2020 FJW: Alojzy Jarguz – pierwszy polski sędzia na mistrzostwach świata
lfcineurope.com

W meczach piłki nożnej oni muszą mieć swoje miejsce na boisku. Bez sędziego nie uda się przeprowadzić zawodów. W historii futbolu było także miejsce dla polskich znakomitych arbitrów. Obecnie mamy Szymona Marciniaka w elitarnym gronie piłkarskich rozjemców. Pewnie każdy z naszych czytelników doskonale wie, że Michał Listkiewicz był nawet jednym z uczestników meczu finałowego mistrzostw świata. Ale ilu z was – z ręką na sercu, bez sprawdzania w telefonie czy w Google – wie, kim był Alojzy Jarguz? Pewnie nie tak wielu, a może części coś „świta” i kojarzy to nazwisko. Warto o nim przypomnieć. Właśnie dzisiaj mijają 42 lata od spotkania Peru – Iran na mundialu w 1978 roku. To był pierwszy mecz w historii mistrzostw świata prowadzony przez polskiego sędziego.


Udostępnij na Udostępnij na

Przez wielu ekspertów, dziennikarzy czy kibiców Alojzy Jarguz jest do dzisiaj uznawany za najlepszego sędziego w historii polskiej piłki nożnej. Czy jest tak faktycznie? Każdy może mieć w tej kwestii inne zdanie. Przecież mieliśmy wybitną jednostkę w postaci Michała Listkiewicza. Obecnie możemy się pochwalić Szymonem Marciniakiem, a w latach 90. też ciekawą karierę zrobił Ryszard Wójcik. Ale bez wątpienia Jarguz był pierwszym arbitrem z Polski, który zaczął przecierać szlaki innym rodakom. Kiedy UEFA czy FIFA stawiała na niego, nigdy się nie zawodziła. Zresztą tam, gdzie ktoś posłał pana Alka, on zawsze dawał z siebie 100%. Ale wracając do początku historii jego życia, jak to się stało, że został sędzią piłkarskim? I jak został dumą Warmii i Mazur? Przekonacie się, czytając dalej artykuł.

Na pytanie, jak można najszybciej osiągnąć wysokie kwalifikacje sędziego, odpowiedział pewnego razu tak: – Na boisku trzeba być tam, gdzie sędzia być powinien, pozwalać grać zawodnikom, bo nie sędzia jest najważniejszy, lecz piłkarze, a przede wszystkim mylić się jak najrzadziej w decyzjach. Bo sędzia, który się nie myli, jeszcze się nie narodził.„Moja przygoda z piłką i gwizdkiem”, Grzegorz Aleksandrowicz

Przypadek i łut szczęścia

Alojzy Jarguz urodził się 19 marca 1934 roku w Rogoźnie. Jest to miasto położone w województwie wielkopolskim. Zaraz, zaraz. Przecież wyżej napisaliśmy, że Jarguz został dumą Warmii i Mazur. Czy to błąd z naszej strony? Otóż nie. W młodości pana Alka dużo do powiedzenia miały… przypadek i łut szczęścia. Ale o tym za momencik. Po wojnie, kiedy życie w Polsce trochę się uspokoiło, Alojzy mógł skończyć szkołę podstawową. Miał problemy, aby po jej ukończeniu wybrać się do gimnazjum lub liceum pedagogicznego. To, co nie wychodziło w edukacji, odbijał sobie w sporcie. Na podwórku obok ukochanej piłki nożnej królowały także siatkówka, gimnastyka i lekkoatletyka. W tej ostatniej Jarguz specjalizował się w biegach sprinterskich. Zamiłowanie do sportu wkrótce przydało mu się przy obraniu nowej ścieżki w życiu.

Kiedy przyszło powołanie do wojska, Alojzy Jarguz stawił się w VII Batalionie Czołgów Dywizji Sudeckiej z Opola. Była to więc jego pierwsza tak daleka podróż. Tak daleko od domu. Zamiłowanie do sportu z pewnością mu się przydało, dzięki czemu mógł znieść trudy wojskowego szkolenia. Podczas służby w stolicy województwa opolskiego został awansowany do stopnia kaprala. Dodatkowo przeszedł jeszcze nabór do oficerskiej szkoły zawodowej i w ten sposób trafił na Warmię i Mazury, gdzie w Bartoszycach przechodził dalsze szkolenia. Mimo że nie przepadał za instytucją wojskową, dzięki byciu w armii zyskał nowy dom, miłość (poznał swoją pierwszą żonę) oraz pracę przy sporcie. Dzięki tej pracy przypadkowo czytając „Głos Olsztyński”, trafił na ogłoszenie informujące o kursie sędziowskim. Długo się nie zastanawiał, bo serce zawsze kierowało go w stronę piłki nożnej.

Do szatni „wpadł” nawet komendant podchorążówki, jednocześnie prezes koszalińskiej Gwardii, wrzeszcząc: „prowadził pan mecz super, ale jak można dyktować karnego na trzy minuty przed końcem”. – Cóż, najwyraźniej pan zapomniał, że wszystko może się zdarzyć tak w pierwszej, jak i w dziewięćdziesiątej minucie – usłyszał odpowiedź z ust Jarguza.Fragment z książki „Z gwizdkiem przez świat” dotyczący spotkania Gwardii Koszalin z Arką Gdynia (0:1) w Pucharze Polski

Egzaminy zdał z bardzo dobrymi ocenami. Szybko też doszło do debiutu w roli sędziego liniowego, bo na Warmii i Mazurach akurat brakowało arbitrów. A też zaleceniem było, aby w niższych ligach na bokach ustawiano miejscowych sędziów. Alojzy Jarguz od początku czuł się bardzo pewnie w roli rozjemcy meczów piłkarskich i równie dobrze co na egzaminach wypadł w debiucie w roli głównego sędziego. Jego pracę doceniali także związkowi wojewódzcy obserwatorzy, dzięki czemu szybko zaliczył awans do 2. ligi. Później był pod bacznym okiem ludzi z komisji sędziowskiej PZPN i po poprowadzeniu zaledwie czterech spotkań awansował do 1. ligi.

Alojzy Jarguz pierwszym polskim sędzią na mundialu

Do awansu do 1. ligi (ówczesna ekstraklasa) Alojzy Jarguz łączył pracę sędziego piłkarskiego z posadą w wojsku. Niestety w armii coraz częściej zaczęto mu rzucać kłody pod nogi. Przez pewien czas dawał radę łączyć obowiązki kierownika klubu żołnierskiego i pierwszoligowego sędziego. Ale kiedy obowiązki z jednej i drugiej strony zaczęły za bardzo się pokrywać, musiał zrezygnować ze służby.

Od 1969 roku prowadził ośrodek sportów wodnych olsztyńskiego Stomilu, który znajdował się w Mikołajkach. Tutaj już nikt nie przeszkadzał mu w realizacji pasji, jaką było sędziowanie meczów w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. W niej zbierał równie pochlebne oceny jak przy sędziowaniu spotkań w niższych klasach. Ale cały czas nie mógł załapać się do roli arbitra międzynarodowego. PZPN cały czas trzymał swoich kandydatów, a Warmia i Mazury piłkarską potęgą akurat nie były, więc nikomu nie było przykro z powodu pomijania pana Alka. Aż znowu uśmiechnął się do niego los.

Tak się złożyło, że w 1975 roku do Mikołajek na ryby przyjechał Zdzisław Żandarowski (ówczesny sekretarz Komitetu Centralnego PZPR). Przy okazji spotkania z Jarguzem zapytał go wprost, dlaczego nie jest jeszcze sędzią międzynarodowym. Świetnie sobie radził na krajowym podwórku, gdzie gwiazdy Widzewa, Legii czy Górnika nie robiły na nim wrażenia. Sekretarz w odpowiedzi usłyszał, że to pytanie powinien skierować do Warszawy, do PZPN-u.

Po kilku tygodniach przyszła do pana Alka nominacja na arbitra międzynarodowego. Pierwszym turniejem, na jaki pojechał, był Puchar Szacha w Iranie, gdzie wystąpiły reprezentacje młodzieżowe. Po raz kolejny nie zawiódł i wykorzystał otrzymaną szansę. W nagrodę dostał powołanie na parę spotkań eliminacji do mistrzostw świata 1978. Światowa federacja też miała dobre zdanie na temat naszego sędziego, dlatego otrzymał on znaczek FIFA (posiadali go już w Polsce bardziej doświadczeni sędziowie). Jeszcze jedną dobrą wiadomość dostał już w domu.

Wieczorem przy kolacji Alojzy Jarguz tradycyjnie oglądał w telewizji wiadomości sportowe. Z nich dowiedział się, że… poleci na mundial do Argentyny. FIFA wyznaczyła go do roli sędziego głównego w meczu Peru – Iran, liniowego w spotkaniu Brazylia – Szwecja oraz technicznego przy potyczce gospodarzy z Brazylią. Turniej rozpoczął jako boczny, ale debiut w roli głównego arbitra nastąpił 11 czerwca 1978 roku w Cordobie. Na tę chwilę Polska czekała naprawdę bardzo długo.

Już w przeszłości polscy sędziowie pojawiali się na ważnych turniejach, ale nigdy nie na mundialu. Pan Alek miał co robić, bo podyktował dwa rzuty karne dla Peruwiańczyków. Przybysze z Ameryki Południowej zagrali dość pewnie i wygrali 4:1. Nasz rodak kolejny raz udowodnił, że warto mu było zaufać. Pokazał odwagę oraz bezkompromisowość, czym tylko zyskał w oczach FIFA. Dlatego został jeszcze wyznaczony jako sędzia liniowy do meczu Austria – Niemcy w II rundzie MŚ.

Światowa marka

Popularność Alojzego Jarguza mocno wzrosła po mistrzostwach świata w 1978 roku. W Polsce był zapraszany na liczne spotkania w szkołach i klubach, gdzie głównie rozmawiał z młodzieżą. Wzrosła także jego marka międzynarodowa. Dlatego otrzymał powołanie na młodzieżowe mistrzostwa świata w Japonii w 1979 roku, gdzie na prośbę sekretarza generalnego FIFA, Seppa Blattera, został do końca imprezy.

Doceniony został także w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Władze tego kraju miały duże ambicje sportowe i chciały jak najwięcej uczyć się od najlepszych. Zapraszano znanych sportowców, ale też i sędziów. Tego zaszczytu dostąpił Jarguz, który pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie (jako sędzia i wykładowca). Chciano, aby przyjechał jeszcze raz w innym terminie, ale tu się odezwali mniej życzliwi ludzie z PZPN-u. Następnym razem do Dubaju polecieli inni sędziowie z Polski, którzy niestety spalili już za sobą mosty.

W pierwszej części spotkanie [Dinamo Zagrzeb – Sporting CP – przyp. red.] przemieniło się w prawdziwą wojnę. (…) W przerwie Jarguz zastosował fortel. Wezwał do swojej szatni kapitanów i kierowników zespołów. Wyciągnął z kieszeni żółtą kartkę, położył na stół, mówiąc: „Tę kartkę zostawiam w szatni, na drugą połowę biorę ze sobą tylko kartonik czerwony, pamiętajcie o tym panowie”. Traf chciał, że w czwartej minucie po przerwie jeden z Portugalczyków zasłużył na kartkę. Ponieważ, i na szczęście, wcześniej zobaczył żółtą, to teraz Jarguz pokazał mu czerwoną, nakazując opuścić boisko. W każdym razie wszyscy na boisku uwierzyli, że polski sędzia, wbrew regulaminowi, żółty kartonik rzeczywiście zostawił w szatni. Najważniejszy jest jednak efekt, a od tego momentu piłkarze spotulnieli i nie trzeba ich było nawet upominać.„Z gwizdkiem przez świat”, Marek Dabkus i Janusz Porycki

Alojzy Jarguz nie miał czasu przejmować się niepowodzeniami innych. Po pobycie w ZEA miał co robić, bo zarówno rozgrywki ligowe, jak i europejskie puchary czekały na niego. W trakcie swojej kariery sędziował m.in. w półfinale Pucharu Europy (Austria Wiedeń – Malmo FF) czy w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharu (Austria Wiedeń – Real Madryt). Poza tym był jeszcze rozjemcą w meczach Pucharu UEFA, eliminacji do mistrzostw świata 1978 i 1982, eliminacji do mistrzostw Europy 1980 i 1984, eliminacji do igrzysk olimpijskich 1980 oraz mistrzostw świata 1982. Mundial w Hiszpanii był ostatnim turniejem międzynarodowym, na którym pojawił się pan Alek. Choć w zasadzie nie powinno go tam być.

W 1981 roku Alojzy Jarguz obchodził 48. urodziny, więc według krajowych przepisów osiągnął limit dla sędziego międzynarodowego z Polski. Na wniosek Europejskiej Komisji Sędziowskiej przedłużono mu licencję jeszcze o dwa lata. To spowodowało, że znalazło się dla niego miejsce w obsadzie sędziów na mistrzostwa świata w 1982 roku. Ten turniej zaczął się dla niego bardzo szybko, bo był sędzią liniowym już w meczu otwarcia, w którym Argentyna podejmowała Belgię. W tym spotkaniu polski sędzia podjął kontrowersyjną decyzję. Przy bramce dla Belgów nie uniósł chorągiewki w górę. Wszyscy widzieli spalonego, a w przerwie pretensje do Polaka miał Vojtech Christov, który był głównym arbitrem.

Po zakończeniu meczu (Belgia wygrała 1:0) Jarguz otrzymał… gratulacje od Seppa Blattera za podjęcie prawidłowej decyzji. Później była ona często pokazywana na szkoleniach dla sędziów jako wzorowe zachowanie liniowego. Na tym turnieju wystąpił jeszcze w roli bocznego podczas spotkania Belgia – Salwador oraz ZSRR – Szkocja. Kiedy wszyscy myśleli, że przez ten pierwszy mecz Polaka wyślą do domu, pan Alek został sędzią głównym w ćwierćfinale MŚ w starciu Francji z Irlandią Północną. Więcej meczów już nie mógł poprowadzić, bo nasza reprezentacja weszła do strefy medalowej.

Koniec kariery i dalsze losy

Po swoim ostatnim mundialu Alojzy Jarguz był sędzią piłkarskim w Polsce jeszcze przez dwa lata. W 1. lidze gwizdał od 1963 roku. Od lat 70. XX wieku był czołowym arbitrem w naszym kraju. Sędziował wiele polskich hitów i nigdy nie stosował taryfy ulgowej. Był odważny, stanowczy i pewny siebie. Szanował piłkarzy, ale też piłkarze szanowali jego.

Pierwotnie zakończenie kariery miało być trochę inne, bo pan Alek miał gwizdać w meczu Górnika Zabrze w europejskich pucharach. Ostatecznie nie doszło jednak do tego ostatniego razu w roli głównego rozjemcy, a za całą karierę podziękowano mu przed spotkaniem Polska – Grecja w ramach eliminacji do mistrzostw świata 1986. Na sam koniec został on nagrodzony „kryształowym gwizdkiem”, czyli nagrodą dla najlepszego sędziego w kraju. Jarguz był przekonany, że nigdy tej nagrody nie otrzyma.

Wydawało się, że po tak bogatej karierze wypada osiąść w Mikołajkach i już tylko o siebie dbać w pięknym otoczeniu jezior. Ale nic z tych rzeczy. Po przejściu na emeryturę piłka nożna nie mogła zniknąć z życia Alojzego Jarguza. Za bardzo był z nią związany, o czym przekonała się pierwsza żona pana Alka. Postawiła przed nim wybór: albo ona, albo piłka. Chyba nie musimy podawać odpowiedzi, jakiej udzielił byłej małżonce. Ale wracając do szczęśliwego życia emeryta, pracował w PZPN jako obserwator i kwalifikator sędziowski. Miał też większy epizod w roli działacza, kiedy został dyrektorem w Zagłębiu Lubin. Okres ten na pewno może wspominać dobrze, bo „Miedziowi” zdobyli mistrzostwo Polski w 1991 roku (ich jedyne). W latach 90. XX wieku wrócił do roli obserwatora i kwalifikatora sędziowskiego.

Na początku XXI w. Stomil Olsztyn miał duże kłopoty finansowe. Po spadku z ekstraklasy „Duma Warmii” zaczęła ledwo wiązać koniec z końcem. To spowodowało upadek klubu. Na szczęście pojawili się ludzie chcący odbudować piłkę nożną w Olsztynie. W 2004 roku powstało w miejsce Stomilu stowarzyszenie OKP Warmia i Mazury Olsztyn. Jednym z założycieli był Alojzy Jarguz, który został mianowany pierwszym prezesem. Kiedy zmieniono nazwę na OKS 1945 Olsztyn, został jednym z członków zarządu. Nazwa „Stomil” dołączyła do nowego tworu w 2012 roku. A dalsze losy klubu chyba wszyscy doskonale znamy. Niestety panu Alkowi nie było dane dożyć powrotu „Dumy Warmii” do ekstraklasy. I nie wiadomo jeszcze, kiedy ten powrót rzeczywiście nastąpi.

Duża rysa na pomniku?

Niestety, ale na pomniku tak wybitnej postaci w historii polskiej piłki nożnej pojawiła się też pokaźna rysa. Akurat dość niedawno w świecie social media wrócił temat finału Pucharu Polski z 1998 roku, w którym to Amica Wronki pokonała Aluminium Konin 5:3 po dogrywce. Kto widział to spotkanie albo oglądał powtórkę po latach, ewidentnie mógł zobaczyć, że było tu coś nie tak. Obserwatorem z ramienia PZPN był Alojzy Jarguz, który wystawił wysokie noty sędziemu prowadzącemu zawody.

W jednym z ostatnich wywiadów udzielonych Onetowi na temat tego meczu powiedział: – To był bardzo trudny mecz do sędziowania, istny horror. Gdybym ja to sędziował, to bym zdekompletował drużynę z Konina i zakończył mecz. Kowalczyk nie dał sobie rady z tym meczem. (…) Nikt nie ma do mnie dzisiaj pretensji [o wystawienie wysokiej oceny sędziemu – przyp. red.]. Gdzie teraz nie przyjadę, wszędzie jestem bardzo mile wspominany i przyjmowany.

Alojzy Jarguz wygrał trzy procesy o zniesławienie. Nie trafił do prokuratury we Wrocławiu w roli oskarżonego. Sam przez lata podkreślał, że był uczciwy i brzydził się korupcją. Niestety ona przez lata towarzyszyła polskiej piłce nożnej. Ale to nie oznacza, że każdy musiał być w nią zamieszany. Wystarczy tutaj przypomnieć choćby postać Andrzeja Strejlaua, który wyznaczał sędziów na mecze ekstraklasy. Niestety siatka korupcyjna miała tak duże macki, że nawet jego potrafiła dość skutecznie wyprowadzić w pole. Wracając do jeszcze wcześniejszych czasów, za PRL-u też miały miejsce ustawione mecze.

Najbardziej denerwujące są mecze, w których wszystko jest poukładane, ukartowane. Czasami intryga ma głębokie korzenie i trzeba nieźle pogłówkować, by ją rozwikłać. Najsmutniejsze jest to, że piłkarzom nie zawsze zależy na zwycięstwach, a tym samym i kibicach. – Dla nich liczą się przede wszystkim pieniądze i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej – powiedział nam kiedyś Alojzy Jarguz. Sportowa korupcja jest stara jak świat, ale od niedawna przybrała ogromne rozmiary.„Z gwizdkiem przez świat”, Marek Dabkus i Janusz Porycki

Sam bohater naszego artykułu miał (nie)przyjemność prowadzić mecz, w którym jedna z ekip ewidentnie podkładała się drugiej. W dodatku byli to gospodarze walczący o mistrzostwo Polski, którzy przegrywali 0:1 (wystarczył im remis do wygrania ligi). Ale pieniądze były dla nich ważniejsze od trofeum. Tak się złożyło, że w końcówce spotkania jeden z przyjezdnych piłkarzy faulował w polu karnym zawodnika miejscowych. Nie było to bardzo brutalne wejście, a po prostu sytuacja, z której sędzia by się wybronił, zarówno gdyby nie podyktował „jedenastki”, jak i w przypadku wskazania na „wapno”. Przestrzelenie „jedenastki” ewidentnie pokazało, że mecz musiał zostać ustawiony.

***

Alojzy Jarguz był jednym z najlepszych polskich sędziów piłkarskich w historii. Był pierwszym Polakiem z gwizdkiem, który sędziował mecz na mundialu. Przecierał szlaki wielu późniejszym arbitrom. Dla wielu był wzorem. W swojej karierze poprowadził ponad 1200 meczów na całym świecie. Gwizdał w kraju, europejskich pucharach. Był też rozjemcą w Azji, Ameryce Południowej i Australii. Poza sukcesami w pracy z gwizdkiem pokazywał również charakter w życiu prywatnym. Pokonał trzy nowotwory, przez które przeszedł ponad 20 operacji. W jego ślady poszedł wnuk Paweł, który także został sędzią piłkarskim. Alojzy Jarguz zmarł 22 kwietnia 2019 roku w Olsztynie. Pochowano go w alei zasłużonych olsztyńskiego cmentarza. Spoczął w ziemi, na którą trafił przypadkiem. Ale Warmię i Mazury pokochał tak samo jak piłkę nożną.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze