Z czym przeciętnemu człowiekowi kojarzy się Szwajcaria. Najczęściej po usłyszeniu nazwy tego kraju, myśli się o najbogatszych bankach, najpunktualniejszych zegarkach i ogromnej dokładności. Jednak to nie wyżej wymienione atuty między 11 czerwca i 11 lipca przyszłego roku, a solidna reprezentacja piłkarska, staną się głównym skojarzeniem kraju, który już dwa razy odrzucił możliwość przyłączenia się do Unii Europejskiej.
Dotychczas Szwajcarzy na najważniejszej futbolowej imprezie świata zaprezentowali się osiem razy. Ich debiut miał miejsce na turnieju zorganizowanym w 1930 roku we Włoszech. Okazał się on w miarę udany. W 1/8 finału Helwetom udało się pokonać Holandię 3:2. Jednak w ćwierćfinale w takim samym stosunku zostali oni pokonani przez Czechosłowację i odpadli z dalszej rywalizacji. W 1954 mundial zawitał właśnie do Szwajcarii. W tamtym czasie w światowym czempionacie uczestniczyło 16 drużyn podzielonych na cztery grupy. W tej fazie reprezentacja „Nati” została dolosowana do Włoch, Anglii i Belgii. W pierwszym starciu z małymi problemami uporała się z kadrą z Półwyspu Apenińskiego 2:1, by w drugim ulec Synom Albionu 0:2. A awansie zadecydował baraż między „Swuadra Azzura” i bohaterami niniejszego tekstu. Ostatecznie 4:1 zwyciężyli Szwajcarzy i to oni awansowali do następnych gier. Jednak w kolejnej fazie po kapitalnym i obfitującym w bramki meczu zostali oni wyeliminowani przez Austriaków 5:7. Dotychczas największym osiągnięciem Helwetów na mistrzostwach świata jest awans do ćwierćfinału. Udało im się go osiągnąć trzy razy: we Włoszech (1934), Francji (1938) oraz u siebie (1954). Poza tym odpadali w części grupowej lub 1/8 finału. Tam zakończyli swój udział na poprzednim turnieju, który zorganizowali Niemcy. Po bezbramkowym remisie z Francją bez większych problemów poradzili sobie z Togo i Koreą Południową, wygrywając po 2:0. W pierwszym starciu fazy pucharowej natrafili na Ukraińców. Po 120 minutach utrzymał się rezultat bezbramkowy. Rzuty karne lepiej egzekwowali gracze ze Wschodu, a Szwajcarzy mogli wracać do domu z myślą, że są jedyną drużyną mistrzostw, która nie straciła bramki.
Wydawało się, że „Nati” nie będą mieli większych problemów z uzyskaniem awansu na imprezę w RPA. Znaleźli się w stosunkowo łatwej grupie eliminacyjnej z Łotwą, Izraelem, Mołdawią, Luksemburgiem oraz niezbyt silną Grecją. Jednak na początku sprawili swoim kibicom przykrą niespodziankę, remisując z Izraelem oraz ulegając Luksemburgowi, co opiekun reprezentacji nazwał najbardziej dotkliwą porażką w swoim życiu. Potem bohaterom niniejszego tekstu szło wyśmienicie. Odnieśli sześć kolejnych zwycięstw, dwukrotnie pokonując byłych mistrzów Europy, Greków, kończąc kwalifikacje do światowego czempionatu remisem z Izraelem, który nie odebrał im bezpośredniej promocji na imprezę na Czarnym Lądzie.
Obecna kadra Szwajcarii jest raczej drużyną w średnim wieku. Nie brakuje w niej młodych gwiazd miejscowego futbolu, takich jak Philippe Senderos, Eren Derdiyok i Tranquillo Barnetta, które są wspierane przez starych wyjadaczy: Benjamina Huggela, Hakana Yakina i Blaise’a N’Kuffo. Jednak za największą gwiazdę tej kadry należy uznać doświadczonego napastnika Alexandra Freia. Urodził się on 15 czerwca 1979 w Bazylei. Swoją piłkarską karierę rozpoczynał w FC Basel. Wielkiej kariery jednak tam nie zrobił, więc zdecydował się na przenosiny do FC Thun. Jednak ani tam, ani w Lucernie nie podbił serc kibiców i trenerów. O wiele lepiej poszło mu w Servette Genewa, gdzie 64 meczach na listę strzelców wpisał się 36 razy. Zaowocowało to transferem do Stade Rennais. We Francji również utrzymał wysoką skuteczność, dzięki czemu uzyskał możliwość zasilenia Borussi Dortmund. Pobytu w Niemczech nie zapamięta jednak dobrze. Choć trafiał często, ciągle nękały go kontuzje, z powodu których zdecydował się na powrót do Bazyli, gdzie gra do dziś. W reprezentacji swojego kraju wystąpił 70 razy, strzelając dla niej 41 bramek. Największym dla niego wydarzeniem w karierze miał być turniej o tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu w 2008 roku, kiedy to jego ojczyzna organizowała czempionat wspólnie z Austrią. Jednak jego marzenia zostały zniweczone już w pierwszej połowie inauguracyjnej potyczki z Czechami, podczas której musiał opuścić plac gry z powodu kontuzji. Frei opuszczał boisku ze łzami w oczach. Być może już wtedy wiedział, że uraz uniemożliwi mu dalszy udział w imprezie, co musiało go naprawdę bardzo boleć.










