„Grali pięknie jak nigdy, ale przegrali jak zwykle”. Trudno sobie wyobrazić inną drużynę narodową niż Holandia, do której ta maksyma pasowałaby jak ulał. Gracze z Kraju Tulipanów w swej historii tylko raz cieszyli się z triumfu w międzynarodowej imprezie (mistrzostwa Europy w 1988 roku) i mają chrapkę na przełamanie fatalnej passy w RPA. W cyklu „Finaliści mundialu” czas na reprezentację „Oranje”.
Nieudany początek
Przed II wojną światową Holendrzy dwukrotnie meldowali się na mundialu, jednak nie udało im się wygrać żadnego spotkania. Pierwszy raz na mistrzostwach świata reprezentacja Holandii zagrała w 1934 roku. Ekipa Boba Gleendenninga zmierzyła się w pierwszej rundzie ze Szwajcarią. Niezwykle emocjonujące spotkanie zakończyło się wygraną Helwetów 3:2. Bramki dla przegranych zdobyli Johaness Smit i Leen Vente. Cztery lata później „Pomarańczowi” spisali się jeszcze gorzej, bowiem w starciu z Czechosłowacją stracili trzy gole, nie strzelając żadnego. Lepsze czasy dla holenderskiej piłki miały nadejść dopiero cztery dekady później.
Triumf „futbolu totalnego”

Szczególny dla Polaków światowy czempionat w 1974 roku objawił światu nową potęgę, reprezentację Holandii. Wybrańcy Rinusa Michelsa trafili do grupy z Urugwajem, Szwecją i Bułgarią. W pierwszym meczu pokonali drużynę z Ameryki Południowej 2:0, a oba trafienia na swoje konto zapisał Johny Rep. „Pomarańczowi” następnie podzielili się punktami ze Szwecją, remisując 0:0 i rozbili Bułgarię 4:1. W drugiej rundzie, przez którą drużyna z Niderlandów przeszła jak burza, swój kunszt zaprezentował kapitan zespołu, Johan Cruyff. Holendrzy pokonali Argentynę 4:0, a NRD i Brazylię 2:0. Trzy bramki w tych konfrontacjach strzelił gwiazdor Barcelony. Finałowa potyczka z gospodarzami turnieju, zawodnikami Niemiec Zachodnich, zapowiadała się niezwykle emocjonująco. Już w 2. minucie wynik otworzył uderzeniem z rzutu karnego Johan Neeskens. Jeszcze w pierwszej połowie Niemcy wyrównali za sprawą Paula Breitnera, a 120 sekund przed gwizdkiem oznajmującym zakończenie pierwszej połowy Gerd Muller wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Mimo przewagi w drugiej części meczu, Holendrzy nie zdołali wyrównać i musieli zadowolić się srebrnym medalem.
Niezwykle podobnie wyglądał mundial, który odbył się cztery lata później w Argentynie. Już w pierwszym spotkaniu, w którym „Pomarańczowi” podejmowali Iran, koncert gry dał Rob Rensenbrink. Snajper Anderlechtu Bruksela popisał się hat-trickiem, który – jak się później okazało – był niezwykle istotny dla awansu graczy Ernsta Happela do kolejnej rundy, ponieważ Holandia zremisowała bezbramkowo z Peru i przegrała 2:3 ze Szkocją. W drugie fazie tego turnieju piłkarze z Kraju Tulipanów na dzień dobry rozbili Austrię 5:1, a za bohatera spotkania uznano strzelca dwóch goli, Johny’ego Repa. Po remisie 2:2 z Republiką Federalną Niemiec i zwycięstwie nad Włochami 2:1 Holendrzy po raz drugi z rzędu znaleźli się w finale mistrzostw świata i po raz drugi z rzędu mieli mierzyć swoje siły z gospodarzami czempionatu. W szeregach argentyńskiej kadry pierwsze skrzypce grał Mario Kempes. To właśnie snajper River Plate Buenos Aires wyprowadził w 37. minucie swój zespół na prowadzenie. Na osiem minut przed końcem regulaminowego czasu gry wyrównał rezerwowy Dirk Nanninga. Dogrywka należała jednak do teamu Cesara Menottiego, który za sprawą Kempesa i Daniela Bertoniego zwyciężył 3:1.











