Pierwsze dwa mecze reprezentacji za nami. W tych dwóch spotkaniach mieliśmy zgoła odmienne widowiska. Starcie w Pradze było do zapomnienia, natomiast pojedynek z Albanią nie był wysokich lotów, ale trzy punkty zostały w Warszawie. Najważniejsze w tym meczu było zwycięstwo, a to jest słowo klucz w przypadku Fernando Santosa. Można skrobać się po głowie, ponieważ poprzednik Portugalczyka zwykł mawiać identycznie. Czy ponownie jesteśmy skazani na wygrywanie za wszelką cenę, stawiając styl na samym końcu?Kiedy Portugalczyk obejmował stanowisko, wiele osób zastanawiało się, jak teraz będzie wyglądać gra naszych rodaków. Czy to selekcjoner, który pragmatyzm ma we krwi? Zapytań było co niemiara, ale to pierwsze zgrupowanie i dwa pierwsze mecze w eliminacjach miały przyjść z odpowiedzią. Czy poznaliśmy już filozofię gry reprezentacji Polski i pomysł Fernando Santosa na naszą reprezentację?
Model Santosa
Zaczynamy od formacji, ponieważ będzie odniesieniem do całej reszty. Portugalczyk ma swoją ulubioną i nie popuści. Tak jak każdy ma swoje ulubione potrawy lub marki samochodu. Identycznie ma Fernando Santos, lecz w tym przypadku z ustawieniem składu. Głównie chodzi tu o grę z czwórką obrońców. 1-4-4-(1+1), 1-4-5-1 lub 1-4-2-3-1. Tego mogliśmy się spodziewać na podstawie powołanego składu.
W pierwszym meczu wyszliśmy z jednym typowym napastnikiem, w którego rolę oczywiście wcielił się Robert Lewandowski. W drugiej połowie na murawie pojawił się również Karol Świderski i pokazał się z dobrej strony jak na realia tamtego spotkania. Santos powołał tylko trzech napastników, zakładając prawdopodobnie, że zawodnik Charlotte FC będzie zmiennikiem naszego kapitana.










