W pierwszym orędziu każdy selekcjoner zapewnia, że pierwszeństwo będą mieć piłkarze w formie. Regularna gra ma być przepustką do pojawienia się w biało-czerwonych barwach. Swego rodzaju dysonansem jest stawianie na piedestał piłkarza Lecha przed graczami Serie A czy Ligue 1. W towarzystwie dwóch zawodników klubów Premier League Bartosz Salamon nie tylko nie pękł, ale i zagrał najlepiej z trójki stoperów.
Bartosz Salamon nigdy nie będzie ulubieńcem wszystkich polskich kibiców od Odry po Bug. Wychowanek „Kolejorza” jest oddanym lechitą. Nie ma problemu z identyfikowaniem się z najzagorzalszymi fanatykami Lecha. Do przestrzeni publicznej przedostała się niejedna próbka wokalnych możliwości obrońcy. Oddać mu jednak trzeba charakter i umiejętności piłkarskie.
Dziś na Stadionie Narodowym pokazał swoje najlepsze oblicze. 86% celności podań, w tym jedno kluczowe, pięć skutecznych długich piłek, sześć wybić. Obejrzał też żółtą kartkę, gdy musiał naprawić błąd techniczny jednego z kolegów. Salamon wywiązał się ze swoich zadań znakomicie, zapewniając pewność w grze obronnej, a także rozegraniu.
Salamon szósty do grania
Jakub Kiwior, Kamil Piątkowski, Paweł Dawidowicz, Jan Bednarek. To zestaw środkowych obrońców powołanych pierwotnie na marcowe zgrupowanie przez Fernando Santosa. Ponadto kontuzjowany jest od jakiegoś czasu Kamil Glik, u którego Portugalczyk był w lutym osobiście. Pewnie nie po to, żeby się z nim pożegnać, a raczej omówić rolę w zmieniającej się rzeczywistości naszej kadry.
W obliczu kontuzji Piątkowskiego, dyskwalifikującej go z udziału w zgrupowaniu, oraz kłopotów zdrowotnych Bednarka selekcjoner dowołał Bartosza Salamona. Gdy ten w końcu odebrał telefon. Jeszcze dalej w hierarchii Santosa znajdują się Paweł Bochniewicz z holenderskiego Heerenveen i Mateusz Wieteska grający od deski do deski w Clermont Foot. W poniedziałkowy wieczór de facto szósty do grania Salamon był jednym z najlepszych zawodników na boisku.











