Druga Bundesliga to rozgrywki, które cieszą się u naszych zachodnich sąsiadów ogromną popularnością. W europejskim rankingu drugoligowców tylko angielska Championship może pochwalić się podobnymi statystykami oglądalności na stadionach, a poziom sportowy ligi również nie należy do najsłabszych. Wiele klubów w Niemczech samą możliwość rywalizacji na tym szczeblu rozgrywek traktuje jako duży sukces. Jednak w tym sezonie są co najmniej dwie drużyny, które mają zupełnie inne zdanie na ten temat i dla których gra w 2. Bundeslidze, delikatnie mówiąc, nie jest szczytem marzeń. Mowa oczywiście o spadkowiczach z poprzedniej kampanii Bundesligi – 1. FC Köln i Hamburger SV.
Drużyny z Kolonii i Hamburga to niewątpliwie dwie największe firmy rywalizujące w tym sezonie w rozgrywkach 2. Bundesligi. Świadczy o tym co najmniej kilka czynników zarówno historycznych, organizacyjnych, jak i sportowych. Trzy tytuły mistrza Niemiec po stronie Kolonii (w tym dwa w erze Bundesligi), sześć po stronie Hamburga (trzy w Bundeslidze), ponad 50-tysięczne stadiony zapełniane na każdym meczu prawie w 100%, kadry pierwszych zespołów warte trzy- lub czterokrotnie więcej od pozostałych ekip rywalizujących w lidze.
Mało? Rekordowe 55 sezonów Hamburga spędzonych w najwyższej klasie rozgrywkowej i 47 takich kampanii po stronie FC Koeln. Klub z północy Niemiec aż do tego sezonu pozostawał jedyną drużyną Bundesligi, która grała w niej od momentu jej powstania w 1963 roku, nigdy nie spadając. Te fakty sprawiają, że głównymi faworytami do szybkiego powrotnego awansu mogły być tylko te dwie ekipy. I do tej pory wszystko wskazuje na to, że tak się właśnie stanie… Jednak czy na pewno?
Wszystko zgodnie z planem
Spoglądając na tabelę, wydaje się, że wspomniane zespoły są na dobrej drodze do ponownego zawitania w niemieckiej elicie. W szczególnie komfortowej sytuacji znajduje się ekipa popularnych „Kozłów”, która spogląda na resztę stawki z fotela lidera. Dziewięciopunktowa przewaga nad miejscem barażowym plus zaległy mecz z broniącym się przed spadkiem Duisburgiem dają Kolonii względny spokój i bufor bezpieczeństwa. Zawodnicy i sztab FC Köln wiedzą jednak, że sezon należy dograć do końca, zachowując maksymalną koncentrację i mobilizację. Potwierdzają to słowa obrońcy Rafaela Czichosa w wywiadzie dla „Kickera”: – Jeśli nie zdobędziemy już więcej punktów, to siedmiopunktowa przewaga nic nam nie da.
Na siedem kolejek do końca nieco gorzej wygląda sytuacja wicelidera z Volksparkstadion. W ich przypadku trudno na tę chwilę mówić o spokoju i pewnym miejscu dającym bezpośredni awans. Z drugiej strony przewaga trzech punktów nad trzecim w tabeli Unionem Berlin i jeden mecz rozegrany mniej powodują, że podopieczni trenera Hannesa Wolfa mają wszystko w swoich rękach i przy dobrze rozegranej końcówce zakończą sezon z awansem. Oczywiście podobnie jak w Kolonii, tak i w Hamburgu zdają sobie sprawę z powagi sytuacji na finiszu sezonu. Brak awansu zostałby przyjęty jak katastrofa, dlatego dyrektor sportowy Ralf Becker przed spotkaniem z Magdeburgiem mobilizuje piłkarzy: – Musimy po prostu przejść przez to razem.









