FC Hollywood przestało błyszczeć


10 maja 2015 FC Hollywood przestało błyszczeć

Trzy porażki z rzędu i „przegrany” remis z Borussią w półfinale Pucharu Niemiec. W Monachium nie jest ostatnio wesoło, a atmosfera wokół drużyny zagęszcza się z każdym kolejnym niepowodzeniem, zwłaszcza że na południu Niemiec kibice nie są przyzwyczajeni do porażek. „FC Hollywood” straciło swój blask w ostatnim czasie i dream team stworzony przez Pepa Guardiolę pozostaje nim tylko z nazwy.


Udostępnij na Udostępnij na

Trudno sobie wyobrazić miejsce, w którym presja na wynik byłaby większa od tej, jaka jest na Allianz Arena. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja, w której musisz zastąpić legendę klubu i jedynym twoim zadaniem jest niczego nie zepsuć. To właśnie spotkało Pepa Guardiolę w momencie jego przyjścia do Monachium. Hiszpan znajdował się w mało komfortowej, pełnej kontrastów sytuacji. Z jednej strony świeżo upieczony triumfator Ligi Mistrzów, drużyna osiągająca niebotyczny poziom, nazywana „Największym Bayernem  w historii”. Z drugiej narastająca w związku z tym niepewność, czy aby na pewno jest on godnym następcą Heynckesa. Spójrzmy, jak sobie radził na początku.

Pierwszy sezon był umiarkowanie udany. Fakt, Bayern momentami prezentował piłkę wyśmienitą, nowoczesną, wybiegającą kilka lat naprzód, ze wszechobecną wymiennością funkcji i dominacją w posiadaniu piłki. To nie była jakaś nudna tiki-taka Barcelony, a gra oparta na schematach przy zachowaniu w tym wszystkim odpowiedniej dozy finezji. Na ziemię  sprowadził „Bawarczyków”jednak odwieczny rywal – Real Madryt – który dość brutalnie rozprawił się z nimi w zeszłorocznym półfinale Ligi Mistrzów, wygrywając w dwumeczu 5:0.

Przed tym sezonem nie było już miejsca na błędy. Bayern miał wygrać wszystko i uczynić to w pięknym, Guardiolowskim stylu. Wiemy już jednak, że Pucharu Niemiec nie będzie, a końcowy triumf w Lidze Mistrzów również stoi pod znakiem zapytania.

Cztery porażki z rzędu (formalnie trzy, ale z Pucharu Niemiec ostatecznie odpadli po karnych). To się rzadko Bayernowi nie zdarza. Powiem więcej. Ostatni raz taka seria przytrafiła się „Bawarczykom” w 1991 roku. Wyobrażacie to sobie? Drużyna, która miała być największa w historii, bije niechlubne rekordy. Nie tak to powinno wyglądać.

Okej. Z Leverkusen wyszedł mocno rezerwowy skład, szansę dostali m.in. Strieder, Gaudino, a nawet Goertler. Skończyło się to dosyć bezbarwnym spotkaniem, jednak Bayern można było usprawiedliwić. Przed sobą miał spotkanie z Barceloną, Guardiola próbował nowych schematów z Bernatem i Rafinhą, a zespół myślami był już w Katalonii. Jednak porażki z Borussią, Augsburgiem, a zwłaszcza w półfinale Ligi Mistrzów, są trudne do wybaczenia. Wszystkie te niepowodzenia są wypadkową problemów, które nałożyły się ostatnimi czasy na drużynę z Monachium.

Nie odkryję Ameryki, pisząc, że plaga kontuzji i związana z tym afera z Hansem-Wilhelmem Muellerem-Wohlfahrtem, wyraźnie odbiły się na formie „Bawarczyków”. Guardiola, mimo że od początku swojej pracy w Monachium ma do czynienia z prawdziwym szpitalem, umiejętnie radził sobie, rotując składem. Jednak to, co się dzieje teraz, to prawdziwa apokalipsa, a braki Robbena, Ribery’ego i Alaby niewątpliwie wpływają mocno na obecną dyspozycję drużyny.

Jednak nie jest to jedyny problem. Wydaje się, że na projekcie Guardioli zaczynają pojawiać się pierwsze rysy, a jego drużyna nie zawsze do końca wykonuje swój plan perfekcyjnie. „Bawarczycy” zaczynają popełniać coraz więcej indywidualnych błędów, których konsekwencją są kolejne straty punktowe.

Zwróćmy chociażby uwagę na spotkanie półfinałowe Ligi Mistrzów. Być może zabrzmi to kontrowersyjnie, ale Bayern przegrał w Barcelonie na własne życzenie. Oczywiście, podopieczni Enrique byli zespołem lepszym, jednak wydawać się mogło, że mimo to „Bawarczycy” mieli nad spotkaniem kontrolę. „Blaugrana” była groźniejsza, ale jawiło się to bardziej jako element jakiegoś szerszego planu Guardioli niż rzeczywistej przewagi piłkarskiej. Zauważcie, że im dłużej trwał mecz, tym Niemcy prezentowali się lepiej, a ich procent posiadania piłki się zwiększał. Nie można mówić oczywiście o pełnej kontroli, ale fakt, że przyjechali na Camp Nou grać swoje i nie oddali piłki Katalończykom, może świadczyć o ich wielkiej pewności siebie. Ostatecznie nadszedł jednak błąd Bernata przy bramce Messiego na 1:0, rujnujący perfekcyjny plan Guardioli, a Argentyńczyk i spółka rozpoczęli swoje show.

Kolejny błąd, kosztujący drużynę zwycięstwo, popełnił Pepe Reina w derbach Bawarii z Augsburgiem. Bezsensowne wyjście i faul na Paolo Bobadilli nie należały do jego najrozsądniejszych decyzji w karierze, a konsekwencją takiego zachowania była czerwona kartka i gra w osłabieniu. Oczywiście spotkanie to nie wymagało niewiarygodnego planu taktycznego, bo suma piłkarskich umiejętności była tutaj po stronie Bayernu. Jednak nie ma wątpliwości, że błąd Reiny miał kluczowe znaczenie dla przebiegu dalszej części spotkania.

Nie były to ostatnie z irracjonalnych zachowań, jakimi raczą nas piłkarze Bayernu. Konkurs rzutów karnych w półfinale Pucharu Niemiec jest kolejnym wydarzeniem trudnym do wyjaśnienia. Rzadko się bowiem zdarza, aby piłkarze na takim poziomie nie byli w stanie wykorzystać żadnego z czterech rzutów karnych. Nawet słynny Argentyńczyk Martin Palermo, który trzykrotnie nie strzelił karnego w jednym meczu, chwyciłby się za głowę, widząc, co wyprawiają na Allianz Arena.

https://www.youtube.com/watch?v=muiDnHxfsVM

Trudno wytłumaczyć to, co się dzieje ostatnio w Monachium. Być może jesteśmy świadkami wypalania się projektu Guardioli. Być może drużyna ma już dość ciągłego przechodzenia na grę trójką obrońców i rotacji wśród pomocników i potrzebuje stabilizacji. A może jest to chwilowy kryzys, który zakończony zostanie we wtorek, gdy zobaczymy Bayern 2.o i kosmiczny futbol, umożliwiający mu odrobienie strat z Camp Nou.

Jedno jest jednak pewne. Los w ostatnim czasie nie sprzyja Bayernowi. Trudno tutaj nie docenić znaczenia wtorkowego rewanżu z Barceloną. Jeżeli jego zespół nie odrobi trzybramkowej straty z pierwszego spotkania, wydaje się, że jego dni w Monachium będą policzone. Zwłaszcza że pierwsze plotki już krążą…

Najnowsze