Gdyby w piłce nożnej punkty przyznawano za styl, zespoły Piasta i Jagielloni po dzisiejszym meczu powinny zostać karnie relegowane do drugiej ligi. Po meczu niegodnym ekstraklasy Piast Gliwice ograł zespół z Białegostoku 2:1
Oba zespoły rozpoczęły mecz w szybkim tempie, jednak nie brakowało niedokładności. Większość akcji kończyła się w okolicach 20. metra. W dziesiątej minucie dużą determinacją popisał się Tomasz Podgórski, który przepchnął rywala na skrzydle i dośrodkował w pole karne gości, jednak strzał Jurado zablokowali defensorzy „Jagi”. Zaczęła zarysowywać się przewaga gospodarzy. W 13. minucie Tosik sfaulował Hanzela tuż przed polem karnym. Z rzutu wolnego groźny strzał oddał Tomasz Podgórski, jednak będący ostatnio w dobrej formie Krzysztof Baran był na posterunku. W 16. minucie Jurado świetnie wypuścił Izvolta na wolne pole, jednak dogranie piłkarza „Piastunek” do będącego na czystej pozycji Rabioli zdołał zablokować Ukah. Jagiellonia nie była w stanie przeprowadzić składnej akcji, jednak gospodarze grali bardzo nieporadnie. Goście nadrabiali braki w grze kombinacyjnej ostrymi wejściami. Z pomocy służb medycznych musieli skorzystać Matras i Izvolt.

Gra obu stron nie mogła się podobać. Strzałów było jak na lekarstwo, ale gospodarze przynajmniej próbowali. Jagiellonia nie potrafiła groźnie zaatakować, a i w defensywie popełniała błędy. Jednak z optycznej przewagi Piasta nic nie wynikało. Izvolt spudłował, a Jurado w 31. minucie uderzył ładnie i technicznie, lecz prosto w środek bramki gości. W 42. minucie po rzucie rożnym Podgórskiego blisko pokonania Barana był Zbozień, jednak obrońcy gości zdążyli z interwencją. Pod koniec pierwszej połowy z dystansu próbował Tosik, jednak jego uderzenie łatwo zablokowali gospodarze. Sędzia nie miał litości dla widzów i do pierwszej połowy doliczył aż dwie minuty. W ostatniej akcji pierwszej połowy sfrustrowany postawą swoich kolegów Michał Pazdan przebiegł prawie całe boisko, oddał piłkę na skrzydło i ruszył do dośrodkowania, jednak Gajos strzelił prosto w środek bramki.
Trenerzy widzieli, co się święci, więc dokonali w przerwie zmian. W drużynie Piasta za Rabiolę wszedł Wilczek, a Piotr Stokowiec wymienił niewidocznego Dżalamidze i pracującego na czerwoną kartkę Tosika na Mackiewicza i Dźwigałę. Obrazu gry to nie zmieniło – dalej Piast anemicznie atakował, a „Jaga” broniła się bez polotu. Gospodarze uparli się na dośrodkowania, ale ani Podgórski, ani Izvolt nie potrafili trafić na głowy swoich kolegów. W 56. minucie, wbrew boiskowej logice, na prowadzenie wyszli goście. Trafienie było jednak wyjątkowo kuriozalne. Po niegroźnym dośrodkowaniu Trela, zamiast łapać piłkę, zderzył się z Horvathem, a niepilnowany Balaj doszedł do bezpańskiej futbolówki i spokojnie wpakował ją do siatki. Defensywa Piasta zaliczyła naprawdę żenującą wpadkę, a „Jaga” zdobyła bramkę z niczego.













