Kto by pomyślał, że po dwóch spotkaniach fazy grupowej Hiszpania, która dwa lata temu wygrała europejski czempionat, nie będzie jeszcze pewna awansu do 1/8 finału. Po niespodziewanej porażce ze Szwajcarią podopieczni Del Bosque muszą zwyciężyć z Chile, by uniknąć blamażu. W końcowy triumf wierzy jedna z gwiazd turnieju, Cesc Fabregas.
– Przez dwa lata ciężko walczyliśmy w eliminacjach o awans, dlatego nie chcemy w jednej chwili tego zepsuć. Mamy nadzieję, że wszystkie przeciwności losu są już za nami. Nie myślimy więc o przedwczesnym powrocie do domu – powiedział gwiazdor Arsenalu – Podobnie jak Anglicy w meczu ze Słowenią musimy postawić wszystko na jedną szalę. Wszystko zależy od tego jednego meczu. Nie dopuszczamy do siebie myśli o porażce. W najbliższym meczu musimy zwyciężyć, musimy… – dodał po chwili.

Fabregas podkreśla, że grają z zespołem mającym już awans w kieszeni. Mówi, że Hiszpania spodziewa się ciężkiego spotkania. Wierzy jednak, iż przejęcie inicjatywy w tym spotkaniu spowoduje sukces jego reprezentacji. – Uważam, że Chile jest już pewne awansu. Jednak punkt zdobyty w meczu przeciwko nam upewni ich w tym. Dodatkowo może dać im on pierwsze miejsce w grupie. Remis nas nie urządza. Jeżeli bowiem my zremisujemy, a Szwajcaria pokona Honduras, odpadniemy z turnieju. Oczekiwania wobec nas są ogromne. Nasza porażka jest więc nie do pomyślenia. Od pierwszego gwizdka musimy grać swoją grę – przeanalizował.
– Przyjechaliśmy tu jako jeden z głównych faworytów. Pierwsze spotkanie pechowo przegraliśmy. Nadal wierzymy, że osiągniemy w RPA historyczny sukces. Nie możemy zawieść naszych kibiców. Wielu osób nie satysfakcjonuje styl, w jakim gramy. Uwierzcie, chcemy grać dobrze. W spotkaniu z Chile najbardziej liczą się jednak trzy punkty – zakończył Cesc.
W ostatnim spotkaniu fazy grupowej mistrzostw świata Hiszpanie zmierzą się z Chile. Ich bezpośredni rywale do walki o awans, Szwajcarzy, w tym samym czasie zagrają z Hondurasem. Początek obu spotkań o godzinie 20.30.










