Każdy kibic reprezentacji Polski, szczególnie ten młodszy, z pewnością kojarzy kanał „Łączy nas piłka” na YouTube. Liczbą wyświetleń czy subskrypcji przewyższają czołowe polskie kanały o tematyce sportowej w tym serwisie. Każdemu ów kanał będzie się kojarzył z nieobecnymi już vlogami ze zgrupowań kadry. Czy zmiany po odejściu dwóch najbardziej znanych osób z „Łączy nas piłka” przyjęły się dobrze?
Kilka lat temu wizerunek piłkarza naszej reprezentacji kojarzył się głównie negatywnie. Tak naprawdę trudno nam było utożsamiać się z kadrowiczami. Dopiero za kadencji Adama Nawałki nastały dobre czasy dla polskiej piłki reprezentacyjnej. Świetnie radziliśmy sobie podczas eliminacji do Euro 2016, a jeszcze lepiej na samym turnieju, gdzie doszliśmy do ćwierćfinału. Wówczas każde zgrupowanie kadry było dogłębnie relacjonowane za pomocą vlogów prowadzonych na kanale „Łączy nas piłka”.
– Piłkarze ocieplili swój wizerunek, z niedostępnych piłkarskich gwiazd stali się normalnymi, sympatycznymi facetami, z którymi każdy chętnie pogadałby na ulicy. A kibice zyskali miejsce w sieci, gdzie za darmo mogli oglądać zakulisowe materiały i poczuć się blisko zawodników jak nigdy wcześniej – przekonuje Damian Jursza, specjalista z zakresu marketingu sportowego i autor bloga PracaSport.pl.
Ponadto sam związek zyskał na popularności kanału. Przez ocieplenie wizerunku ludzie zaczęli chodzić liczniej na mecze, a one same stały się czymś w rodzaju święta.
– Kanał „Łączy nas piłka” odniósł tak duży sukces, bo zyskali na nim wszyscy. Związek, zawodnicy i fani. PZPN mocno uniezależnił się od innych mediów i mógł kreować obraz reprezentacji według swojego scenariusza, co w dalszej perspektywie przełożyło się na modę na reprezentację i pełne stadiony – twierdzi Jursza.
Były wyniki, były vlogi
Vlogi były nieodłącznym elementem każdego zgrupowania. Nie brakowało ich, kiedy piłkarze wygrywali mecz za meczem. Bardzo często mogliśmy utożsamiać się z którymś z bohaterów jak w przypadku Artura Jędrzejczyka, do którego przylgnęła łatka śmieszka wśród kadrowiczów, czy też Kamila Grosickiego, który nie miał oporów, by robić żarty kolegom z reprezentacji. Ludzie pokochali kulinarne popisy Szczęsnego i Krychowiaka, kiedy mieli robić pierogi z truskawkami, ale i tak nie odpuścili sobie drobnych żarcików.
Problem stanowiły nieudane spotkania. Prawdopodobnie wszystko zaczęło się „sypać” po feralnym meczu rewanżowym z Danią, która zlała nas w Kopenhadze 4:0. Niestety, po owym starciu zabrakło kulis meczu, które dotychczas pojawiały się regularnie. Zniknęły? Nie. Wróciły przy zwycięskich spotkaniach, np. z Rumunią, Armenią czy Czarnogórą. Przed mundialem jedynie mecz towarzyski z Nigerią, przegrany 0:1, został pokazany zza kulis. A kibice dalej mieli pretensje, odnosząc się do pojedynku z Danią.











