Jak zostaniemy zapamiętani po Euro? Czy kibicom przyjezdnym Polska będzie się kojarzyła z pięknymi jeziorami, wspaniałymi zabytkami, pierogami i kotletem schabowym, gościnnością, a może z wszystkim naraz? Możliwe. Bardziej prawdopodobne jest, że będziemy kojarzeni z obrazkiem wielkiej kury wysiadającej jajo na idealnie dopasowanym do jej kształtów Stadionie Narodowym.
Po wielu latach narzekań na wszystko co polskie w końcu możemy z dumą powiedzieć, że mamy narodową specjalność. Otóż po wielu udanych próbach doszliśmy do perfekcji w pewnej czynności, którą nieustannie powtarzamy na różnych płaszczyznach. W końcu my – Polacy – staliśmy się w pewnej kwestii autorytetem na skalę światową. Jesteśmy absolutnie najdoskonalsi, najwspanialsi, najgenialniejsi, bo nikt nie zepsuje powierzonego zadania w takim stylu, jak może zrobić to Polska.

W Polsce wszystko stoi na głowie, a może nawet na innej, równie ważnej, męskiej części ciała. Gdzie nie spojrzymy, czy to w polityce, czy w to w urzędach, czy na drogach, czy w mediach, nawet w futbolu, wszystko jest do góry nogami. Zepsuliśmy wszystko, co było do zepsucia, a może nawet więcej. Dowód – dostaliśmy organizację Euro, zobowiązaliśmy się do zbudowania dróg i – delikatnie mówiąc – nie podołaliśmy zadaniu. Zobowiązaliśmy się, że w czasie Euro wszyscy będziemy dążyć do zapewnienia bezpieczeństwa, i co? I policja wraz ze strażą pożarną zapowiadają strajki. Czyż to nie piękne? Na niecały miesiąc przed startem Euro okazuje się, że kultura Polaków będzie pokazana w pełnej krasie, zepsujemy, co możemy.
Tym razem poszliśmy jeszcze dalej. Euro to impreza, która łączy całą Europę, wychodzi poza polską rzeczywistość. W ten sposób zmieniamy więc Stary Kontynent! Nie wypada więc po prostu wszystko zepsuć, trzeba to rozpieprzyć i pozostawić zgliszcza. Na dzień dobry dostaliśmy więc panią minister. Pani Mucha idealnie pasuje do polskiej rzeczywistości, porusza się w środowisku sportowym jak prawdziwa mucha pod wodą, tego nie wymyśliłaby nawet hybryda Woody’ego Allena i Mela Brooksa. Społeczeństwo również dało popis, wybierając jako wizytówkę turnieju piosenkę „Koko, koko, Eurospoko”. Genialne posunięcie. Przekaz tej pieśni jest oczywisty, jesteśmy prostymi wieśniakami, którzy ugoszczą przyjezdnych słomą i chlewem.
Na iście szatański pomysł wpadli dwaj dziennikarze, których można posłuchać codziennie w jednej ze znanych rozgłośni radiowych. Otóż zaproponowali oni, żeby podczas Euro dźwięk gwizdka zastąpić odgłosem piejącego koguta. Rzut karny można by wyróżnić głośnym muczeniem krowy, a strzelonego gola oznajmić głośnym odgłosem kwiczącego osła, takie przyjemne ioooo. Ciekawe, czy główni decydenci tego słuchali, jeśli tak, to pierwszy gwizdek sędziego może okazać się dla nas wielką niespodzianką.










