Ekipa prowadzona przez trenera Mario Silvę jest mistrzem Europy! Drużyna FC Porto wygrała tegoroczną edycję Ligi Młodzieżowej UEFA, czyli odpowiednika Ligi Mistrzów dla zespołów do lat 19. W finale tych rozgrywek „Smoki” wygrały z angielską Chelsea aż 3:1. Bramki dla niebiesko-białych w tym meczu strzelali Vieira, Queiros oraz Sousa.
Należy szczerze powiedzieć, iż Chelsea była tego dnia drużyną słabszą, niezdecydowaną, obawiającą się ataków rywala. Mimo wyrównania do stanu 1:1 za sprawą Redana w 53. minucie meczu miałem nieodparte wrażenie, że FC Porto musi wygrać to spotkanie. Gol dla Chelsea padł po błędzie komunikacyjnym bramkarza, Diogo Costy, z linią obrony FC Porto, dzięki czemu angielski napastnik „włożył” głowę, od której odbita futbolówka trafiła do siatki.
Nie zważając na okoliczności, zawodnicy mistrza Portugalii sprawiali cały czas wrażenie niezwykle pewnych swoich poczynań. Stwarzali sobie sytuację za sytuacją. Gdy posiadali piłkę, w ciemno można było przewidywać, że za chwilę zobaczymy groźną akcję pod bramką golkipera Chelsea, Karlo Zigera.
Najlepszym przykładem poziomu pewności siebie graczy Porto była bramka na 2:1, którą „Smoki” strzeliły dwie minuty po wyrównaniu Chelsea. „The Blues” nie cieszyli się więc remisem zbyt długo. Gwoździem do trumny okazał się gol 18-letniego pomocnika, Afonso Sousy, który „zamknął” mecz. Mimo 15 minut, które jeszcze zostały do zakończenia pojedynku, wiadomo było, iż to właśnie „Smoki” będą tego dnia zwycięskie.
„Ruszyła maszyna, już nikt nie zatrzyma…
…kto wejdzie pod koła, ten uciec nie zdoła”. Cytat z piosenki nieistniejącej już ekipy Ascetoholix z piosenki „To my Polacy” idealnie opisuje drogę „Smoków” w młodzieżowej Lidze Mistrzów. W fazie grupowej Porto rywalizowało z Schalke, Galatasaray oraz Lokomotivem Moskwa (w tych rozgrywkach grupy ustalane są na wzór tych z „dorosłej” Ligi Mistrzów).
Pierwsze spotkanie podopieczni Mario Silvy wygrali bardzo pewnie. Na wyjeździe ograli niemieckie Schalke aż 3:0. Optymistyczne nastroje wszystkich portistas popsuły jednak dwa kolejne mecze. Remis 2:2 z Galatasaray, w pojedynku, w którym Porto nie wykorzystało wielu klarownych sytuacji do zdobycia bramki oraz dało sobie wbić wyrównującego gola w 95. minucie spotkania, mógł nieco irytować.
Późniejszy mecz z Lokomotivem również nie należał do miłych dla ekipy „Smoków”. Polegli oni bowiem u siebie 1:2 po równie irytującym spotkaniu pod względem skuteczności strzeleckiej linii ofensywnej portugalskiej drużyny. Po dwóch słabszych momentach zespół FC Porto zareagował skutecznie, bez pardonu wygrywając kolejne starcia 2:1 z Lokomotivem, ponownie 3:0 z Schalke oraz 2:0 z „Galatą”.
W 1/8 finału na niebiesko-białych trafił Tottenham. Od tej fazy rozgrywek krok po kroku, rywal po rywalu FC Porto wyrastało na cichego faworyta rozgrywek. Niczym Ajax w tegorocznej Lidze Mistrzów „Smoki” po prostu robiły swoje, wygrywając mecz za meczem, nie pozostawiając przy tym wątpliwości, która drużyna była lepsza.
Kolejną ofiarą Porto było norweskie FC Midtjylland. Szybko, łatwo i przyjemnie „Smoki” wygrały ten mecz 3:0. Następnie na drodze Porto stanęła drużyna Hoffenheim, która również musiała uznać wyższość rywala, przegrywając w półfinale aż 0:3.











