EuroKomentarz: Stadion i dworce


Nasze cykliczne komentarze robią się coraz bardziej przewidywalne. W Warszawie zazwyczaj są problemy ze stadionem, we Wrocławiu i Poznaniu z dworcami, a w Gdańsku z tym, że nie ma problemów. Nic się nie zmienia.


Udostępnij na Udostępnij na

Warszawa
Ależ jest pięknie. Ależ pięknie! Stoi sobie stadion nad brzegiem rzeki. Jest biały, jest czerwony, jest śliczny. Można sobie pojechać na Most Poniatowskiego, oprzeć się o barierkę, ubrudzić rękawy i popatrzeć na ten cud architektury. Można przeprawić się na drugi brzegi, podejść blisko, dotknąć ogrodzenia, ucałować bruk. Można też zrobić zdjęcie, wgrać je na fejsbuka i podpisać „takie tam, z Narodowym”.

Ale nie można na tym największym polskim stadionie grać w piłkę nożną. Wisła i Legia chciały tam zagrać Superpuchar Polski. Naiwniacy. Wbiły sobie do głowy, że skoro obiekt jest oddany do użytku, to można na nim kopać futbolówkę. Nic z tych rzeczy. Urząd Miasta się nie zgadza na takie dziwne zastosowanie stadionu, bojąc się, że kibice dwóch zwaśnionych ekip mogą ze sobą walczyć. Niedopuszczalna jest sytuacja, gdy fani siedzą koło siebie, nieoddzieleni gigantycznym kordonem policji. Wszyscy dobrze wiemy, że na przykład podczas każdych derbów Madrytu fani „Los Colchoneros” siedzą w wielkich klatkach i co jakiś czas są profilaktycznie rażeni prądem. Tak samo jest podczas starć Interu z Milanem czy też Manchesteru United z Liverpoolem. Kibicom nie można ufać, bo przecież oni z definicji nie przychodzą, by kibicować, tylko walczyć między sobą. Trzeba o tym pamiętać na Euro!

Decydentom gratulujemy pomyślunku. Wybudowano ładny, nowoczesny, pięknie wpisujący się w panoramę miasta stadion – za dużo tego dobrego, trzeba coś skopać. Superpucharowa przepychanka jest naprawdę absurdalna. Aż nie ma sensu dalej pisać.

Aha, na Stadionie Narodowym na razie nie działają telefony komórkowe. W czasach, gdy Real Madryt wdraża na Santiago Bernabeu system ultraszybkiego internetu, montuje niezliczone telebimy i inne elektroniczne udogodnienia, bez wahania wydając miliony euro, my walczymy z brakiem zasięgu.

Wrocław
Dolnośląską informacją numer jeden jest dworzec kolejowy, a dokładnie fakt, że staje się on dostępny dla pasażerów. Mała rzecz, a cieszy. Dotychczas podróżni czekający we Wrocławiu na pociąg mieli prawo czuć się niepewnie. Nic a nic nie było wiadomo. Teraz wiadomo znacznie więcej, bo tablice z rozkładem wiszą już w docelowym miejscu. W hali dworca, nie na ścianie przy ulicy.

Poza tym w mieście nie dzieje się nic nowego. Tramwaje się psują, autobusy się psują, na lotnisku podkładane są bomby albo przynajmniej plecaki, które podobno są bombami. Gdyby zapomnieć o kilku niedokończonych robotach, można by powiedzieć, że Wrocław na organizację Euro jest w pełni przygotowany.

Poznań
Wielkopolanie są w szoku. Dworzec chyba naprawdę będzie wyremontowany na czas. To, co jeszcze niedawno wydawało się absolutnie niemożliwe, teraz jest całkiem realne. Robotnicy przechodzą samych siebie, żeby zdążyć i – jak donoszą nasi ludzie w Poznaniu – zdążą. Pojawia się pytanie, czy takie zabawy w tempo ekspresowe nie wpłyną na jakość, jest jak najbardziej zasadne. Pocieszajmy się tym, że jeśli roboty zostaną zakończone na miesiąc przed turniejem, to bardzo mało prawdopodobne jest, by coś mogło się jeszcze w czasie Euro sknocić.

Gdańsk
Stolica Pomorza jest irytująca, bo od mniej więcej pół roku nic ciekawego się tam nie dzieje. Od czasu do czasu odbywa się wizytacja UEFA, działacze oglądają sobie miasto, spacerują po stadionie i potem przed mikrofonami wygłaszają laudacje. Gdańsk to najlepsza wizytówka Polski i Euro, nie ma wątpliwości.

Najnowsze