W ostatnim sobotnim meczu 13. kolejki Primera Division Atletico Madryt przegrało z Espanyolem Barcelona 2:3. Goście potwierdzili, że czwarte miejsce w ligowej tabeli, to nie przypadek i nie pozwolili wyprzedzić się rywalowi w ligowej tabeli.
Forma graczy ze stolicy Katalonii jest niespodzianką chyba nawet dla nich samych – po dwunastu kolejkach zajmowali oni czwarte miejsce w tabeli, a sobotnich rywali wyprzedzali o dwa punkty. Jednak mimo wszystko to gospodarze byli faworytami tego spotkania – w tym sezonie u siebie przegrali dotychczas tylko z Barceloną, z kolei Espanyol w tym sezonie bardzo słabo radzi sobie na wyjazdach – jedyne zwycięstwo na stadionie przeciwnika zdołał odnieść na Bealerach, przeciwko Mallorce. Dodatkowym atutem przemawiającym na korzyść „Rojiblancos” był powracający do wysokie formy strzeleckiej Diego Forlan.
Mecz rozpoczął się paradami – najpierw w 2. minucie po strzale Forlana umiejętnościami popisał się Kameni, a minutę później na stronie przeciwnika, po strzale Ujfalusiego, musiał interweniować De Gea. Kolejne minuty potwierdziły, że żadna z drużyn nie chce tego meczu przegrać – obie ekipy skupiły się głównie na obronie, sporadycznie tylko organizując akcje ofensywne. W 19. minucie powinien paść pierwszy gol w tym spotkaniu – po mocnym dośrodkowaniu Perei, tuż przed bramką znalazł się Osvaldo, ale jego strzał głową przeleciał obok słupka.
Przyjęło się ostatnio w La Liga, że przynajmniej od trzech kolejek antybohaterem jednego ze spotkań staje się sędzia – dwie kolejki temu był to arbiter spotkania Barcelona – Villarreal, Delgado Ferreiro, tydzień temu sędzia meczu Real Sociedad – Atletico, Ayza Gamez, natomiast w tej rundzie na „wyróżnienie” zasłużył Teixeira Vitienes. Pomimo że mecz nie był wcale brutalny, przez 90 minut rozdał aż dziesięć żółtych kartek, przerywał grę, kiedy mógł zastosować zasadę przywileju korzyści, a często. Często też piłkarze, słysząc w sobotnim meczu gwizdek sędziego, musieli dopiero u niego dowiadywać się, kto i jak przewinił.
Najbardziej zostanie zapamiętana za sytuację z 20. minuty. Najpierw, po rzekomym faulu Ujfalusiego na Verdu, arbiter podyktował rzut wolny blisko pola karnego. Jak się okazało na powtórkach, interwencja Czecha była czysta – nie trafił on w nogi rywala, ale w piłkę, a upadek Hiszpana był konsekwencją ten interwencji. Do wykonaniauderzenia podszedł kapitan Espanyolu, ale jego strzał zatrzymał się na murze obrońców. Ku zaskoczeniu gospodarzy, sędzia wskazał na jedenasty metr – piłka trafiła w ręce Jose Antonio Reyesa, który mocno przyciskał je do klatki piersiowej, zasłaniając tułów, jak to zawsze czynią obrońcy w tej sytuacji. Była to bardzo kontrowersyjna decyzja, bo bardzo mało arbitrów zdecydowałoby się na podyktowanie w tej sytuacji rzutu karnego. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł ponownie Luis Garcia i strzałem w środek bramki umieścił piłkę tuż pod poprzeczką. 1:0 dla Espanyolu!
Sędzia bardzo chciał stać się głównym bohaterem tego spotkania – często przerywał grę, nawet kosztem dobrze zapowiadających się akcji dzięki przywilejowi korzyści. W 36. minucie tylko sam Simao może wiedzieć, jakim cudem udało mu się z pięciu metrów nie trafić w bramkę – Kameni nie miałby szans na skuteczną interwencję, gdyż nie zdołał podnieść się po strzale Reyesa. Jednak w ostatniej akcji przed przerwą, Atletico w końcu udało się wyrównać – po faulu Verdu na Simao sędzia nie puścił gry – mimo iż piłka dalej była w posiadaniu kontynuujących akcję „Madrilenos” – i ukarał gracza Espanyolu żółtą kartką. Wiedząc, że zostało już tylko kilka sekund do końca pierwszej części gry, po szybko rozegranym stałym fragmencie piłka trafiła do Aguero, ale jego strzał zdołał na rzut rożny sparować Kameni. Szybko wykonany korner spadł na głowę Tiago, ale jego strzał odbił Kameni, podobnie jak kolejną dobitkę Reyesa. Przy trzeciej dobitce Tiago był już jednak bezradny i Portugalczykowi udało się z metra wepchnąć piłkę do siatki i do przerwy Atletico remisowało z Espanyolem 1:1.










