W dziewięciu spotkaniach 25. kolejki Eredivisie padły aż 34 bramki, co daje wysoką średnią ponad 3,7 gola na mecz. Jak więc widać liga holenderska to niewątpliwie jedne z najbardziej bramkostrzelnych rozgrywek w Europie, a co więcej nie brakuje też w nich emocji.
Najciekawiej z pewnością było na Euroborg Stadion, gdzie FC Groningen podejmowało Feyenoord Rotterdam. Goście przyjechali na to spotkanie z bagażem nieudanych pojedynków w ostatnim czasie. Z kolei gospodarze od pewnego czasu prezentowali się coraz lepiej i w końcu całkowicie wydostali się z dolnych rejonów tabeli. Od samego początku meczu aura nie rozpieszczała zawodników. Ulewne opady deszczu spowodowały, że rywalizacja toczyła się w ciężkich warunkach i na fatalnej murawie. W pierwszych minutach inicjatywa leżała po stronie miejscowych, jednak zarówno Tim Matavz, jak i Thomas Enevoldsen nie potrafili pokonać Roba van Dijka. Konkretna odpowiedź Feyenoordu nadeszła dopiero w 20. minucie, kiedy to Roy Makaay obrócił się z piłką w polu karnym, ale jego strzał obronił Luciano. W grze obu ekip widać było nieporadność spowodowaną trudnymi warunkami, co z pewnością przełożyło się na to, że po pierwszej połowie na tablicy widniał wynik bezbramkowy.
Znacznie lepiej było w drugiej części, bowiem obie ekipy zdecydowały się postawić wszystko na jedną kartę. Efekt mógł być tylko jeden. Na boisku w końcu zobaczyliśmy bramki. W 57. minucie po raz kolejny pokazał się Georginio Wijnaldum. Młody pomocnik dośrodkował piłkę na głowę Andre Bahii, który pokonał golkipera Groningen. W 80. minucie wynik na 2:0 podwyższył Jon Dahl Tomasson i wydawać się mogło, że jest już po wszystkim. Jednak zaledwie 180 sekund później Groningen zdobyło bramkę kontaktową, a na listę strzelców w końcu wpisał się Słoweniec Matavz. Niemały szok przeżyli kibice „Portowców”, bowiem w 88. minucie Andreas Granqvist doprowadził do wyrównania. Warto było jednak do końca wierzyć w umiejętności Feyenoordu, gdyż w doliczonym czasie gry na strzał rozpaczy z ok. 25 metrów zdecydował się Ron Vlaar. Jak się okazało, uderzenie było na tyle celne, aby pokonać Luciano i trzy punkty, po ambitnej walce, pojechały do Rotterdamu.
Ajax rozbił Utrecht…
Znakomitą dyspozycję podtrzymują gracze Ajaksu Amsterdam. Podopieczni Martina Jola po udanych występach z Heerenveen i Vitesse zmierzyli się na własnym terenie z Utrechtem, który ostatnio złapał małą zadyszkę. Formę obu drużyn szybko można było zauważyć w sposobie ich gry. Od samego początku to „Ajacieden” znacznie szybciej i z większą lekkością kreowali akcje, a Utrecht sprawiał wrażenie ekipy, która męczy się samym byciem na boisku. Niespodziewanie Ajax w pierwszych 45 minutach strzelił tylko jednego gola, którego autorem był nikt inny jak Luis Suarez. Co więcej, piłka trafiła do bramki szczęśliwie po rykoszecie, który zmylił bramkarza Utrechtu. W drugiej połowie dominacja gospodarzy nie podlegała już żadnej dyskusji. Najpierw w 68. minucie trafił Gregory van der Wiel, a zaledwie dwie minuty później po raz drugi na listę strzelców wpisał się Suarez. Urugwajczyk po raz kolejny udowodnił, że jest królem ligi holenderskiej. Przyjezdnych z Utrechtu w końcówce dobił Duńczyk Dennis Rommedahl i Ajax mógł świętować kolejne zwycięstwo.










