W 32. kolejce holenderskiej Eredivisie nie zabrakło ciekawych spotkań. Przede wszystkim drugiej porażki w sezonie doznało FC Twente Enschede, które w ten sposób znacznie skomplikowało swoją sytuację. W Rotterdamie mieliśmy pojedynek derbowy, a w Heerenveen doszło do niespodzianki, która z pewnością będzie miła dla polskich kibiców.
Ta dobra wiadomość to bramka Pawła Wojciechowskiego, który znacznie przyczynił się do niespodziewanego remisu „Dumy Fryzji” z PSV Eindhoven. Mecz tych dwóch drużyn po pierwszej połowie nie przyniósł bramek, jednak w drugiej części ujrzeliśmy solidną dawkę emocji. Najpierw w 49. minucie do siatki trafił Balazs Dzsudzsak, jednak radość gości trwała zaledwie 120 sekund, bowiem wyrównującego gola zdobył Gerald Sibon. Podopieczni Freda Ruttena ponownie rzucili się do ataku i w 62. minucie, po podaniu Oli Toivonena, na listę strzelców wpisał się Stanislav Manolev. Chwilę później doszło do kluczowego wydarzenia tego pojedynku. W 65. minucie na boisku pojawił się Wojciechowski, który zaliczył istne wejście smoka. Niespełna 60 sekund po wejściu, Polak pokonał Andreasa Isakssona i na tablicy ponownie widniał remis. Jak się okazało, bramka 19-latka była trafieniem na wagę punktu, który niewątpliwie należy uznać za sukces dla Heerenveen.

Do sporej sensacji doszło też w Alkmaar, gdzie miejscowe AZ podejmowało lidera FC Twente. Od samego początku to gospodarze byli stroną przeważającą. Już w czwartej minucie niezły strzał z daleka oddał Mounir el Hamdaoui. Ten sam zawodnik w ósmej minucie miał spory wkład w zdobycie gola. Marokańczyk wykończył świetną akcję, zapoczątkowaną przez drybling Moussy Dembele. Belg oddał następnie piłkę na skrzydło do Simona Poulsena, a ten dostrzegł w polu karnym el Hamdaouiego. Najlepszy strzelec poprzedniego sezonu znakomicie przechytrzył dwójkę defensorów Twente. Jednak to nie on trafił do siatki. Uczynił to Peter Wisgerhof, który sam pokonał swojego bramkarza. W 32. minucie przebudzili się „Tukkers”. Ronnie Stam pomknął prawym skrzydłem i dośrodkował piłkę na głowę Blaise’a N’Kufo. Jednak Szwajcar nie wykorzystał podania kolegi i nie pokonał golkipera AZ.
W 55. minucie fatalnie zachował się sędzia, Pieter Vink, który nie zauważył zagrania ręką Poulsena we własnym polu karnym. Arbiter także w pierwszej połowie podjął nieudolną decyzję, kiedy to po faulu na Ruizie nie podyktował jedenastki, a jedynie rzut wolny. Z pewnością nie były to najlepsze zawody dla tego utytułowanego sędziego. Twente nacierało coraz bardziej, jednak dowodem pecha podopiecznych Steve’a McClarena w tym dniu, była akcja z udziałem Miroslava Stocha. Słowak zagrał do Ruiza, ten odegrał do Douglasa, jednak Brazylijczyk trafił w poprzeczkę. Na swoją szansę czyhało także Alkmaar, gdyż w 83. minucie Rasmus Elm groźnie uderzył z rzutu wolnego, ale piłka minimalnie minęła słupek bramki strzeżonej przez Sandera Boschkera. Do końca wynik nie uległ już zmianie i uznawane przez wszystkich za nowego mistrza Twente, musiało przełknąć gorycz porażki. Na pewno niesprawiedliwej porażki.











