Młodzi piłkarze z Eredivisie są dobrymi okazjami dla klubów z topowych lig. Mają spory potencjał i umiejętności, które sprawiają, że ich wartość rynkowa szybko rośnie. Dzięki temu można na nich zarobić duże pieniądze, ale są też wyjątki. Nie wszyscy zawodnicy radzą sobie z wyzwaniem, jakim jest gra w jednej z najlepszych lig świata. Kto rzeczywiście zaliczył udany krok w karierze, a kto okazał się transferowym niewypałem?Od wielu lat liga holenderska słynie z promowania młodych piłkarzy. Można powiedzieć, że Eredivisie jest dla nich „oknem na świat”. Największe kluby z topowych lig cały czas monitorują poczynania młodych graczy. Dlatego piłkarz, który zostanie najlepszym zawodnikiem w danym sezonie, ma ogromne szanse na transfer do mocniejszej drużyny.
Oni rozczarowali
W poprzednim sezonie Davy Klaassen w barwach Ajaksu strzelił 20 bramek i zanotował 12 asyst. Poskutkowało to transferem do Evertonu za prawie 25 mln funtów. Holender jednak zupełnie się nie zaaklimatyzował w nowym zespole. Do tej pory wystąpił jedynie w czterech meczach, w których nie zdobył ani jednego gola, ani nie zaliczył żadnej asysty. Ostatni raz w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii zagrał 23 września. Nic więc dziwnego, że „The Guardian” wybrał go jednym z najgorszych transferów letniego okienka w Premier League. Wyprzedził go jedynie Jan Bednarek, który przeszedł do Southampton z Lecha Poznań.
Podobna sytuacja miała miejsce dwa sezony temu. Zawodnik również błyszczał w Holandii, tak jak Klaassen. Był nim oczywiście Memphis Depay, który o przygodzie z drużyną „Czerwonych Diabłów” chciałby jak najszybciej zapomnieć. Holender miał być piłkarzem na miarę Cristiano Ronaldo czy Erica Cantony, w końcu wziął ten sam numer na koszulce co oni. Nie sprostał jednak oczekiwaniom i okazał się totalnym niewypałem. Teraz próbuje się odbudować w Ligue 1, gdzie w barwach Lyonu wystąpił już w 25 spotkaniach. Jak na razie strzelił dziesięć goli i zaliczył siedem asyst. Są to statystki o niebo lepsze niż te za czasów gry dla Manchesteru United.
Sporym rozczarowaniem okazał się także Vincent Janssen. 23-letni Holender spędził tylko jeden sezon w Eredivisie, ale niezwykle udany. Młody napastnik w 49 rozegranych meczach we wszystkich rozgrywkach zdobył aż 32 bramki i zanotował siedem asyst. Nic więc dziwnego, że zgłosił się po niego tak dobry klub jak Tottenham. Działacze londyńskiego klubu dali za niego nieco ponad 22 miliony euro, ale Janssen ewidentnie nie sprostał wyzwaniu. W poprzednim sezonie zdobył tylko dwa gole i zaliczył dwie asysty w Premier League. Dlatego postanowiono wypożyczyć go do Fenerbahce. Jak dotychczas w barwach tureckiego klubu również nie pokazuje pełni swoich umiejętności.
Są też tacy zawodnicy, dla których wyjazd z Holandii okazał się porażką, dlatego szybko wrócili do Eredivisie. Często przyczyną takiego stanu rzeczy jest problem z aklimatyzacją do nowych warunków zarówno życiowych, jak i sportowych. Piłkarze wybierają też zbyt mocne kluby jak na swoje umiejętności. Zamiast stopniowo robić krok po kroku, to od razu decydują się na transfer do topowej drużyny. Zazwyczaj kończy się to siedzeniem na ławce, a w najgorszym przypadku na trybunach. Dlatego jeśli zawodnik jest jeszcze młody, to często ratuje swoją karierę poprzez powrót do ligi, w której czuł się jak ryba w wodzie. Do grupy piłkarzy, którzy w tym przypadku powrócili do ligi holenderskiej, możemy zaliczyć Stevena Berghuisa, Marco van Ginkela czy Siema de Jonga.











