Dobiegła końca rywalizacja w 18. kolejce holenderskiej Eredivisie. Pierwsza seria spotkań po krótkiej zimowej przerwie nie zawiodła oczekiwań kibiców.
Tym razem w dziewięciu spotkaniach padło 26 bramek, co daje niezłą średnią, 2,89 bramki na mecz. Najwięcej goli padło w Nijmegen, gdzie miejscowe NEC podejmowało Ajax Amsterdam. Goście z Amsterdamu są w ostatnim czasie w bardzo dobrej formie, ale gospodarze już nie raz w tym sezonie udowodnili, że potrafią walczyć z najlepszymi. I tak też było w tym spotkaniu, choć po pierwszej części gry z boiska wiało nudą.
Po przerwie worek z bramkami rozerwał się na dobre, a zaledwie trzy minuty po wznowieniu gry na listę strzelców wpisał się Miralem Sulejmani. Podopieczni Mario Beena, szybko ruszyli do odrabiania strat, czego skutkiem była wyrównująca bramka, autorstwa Ramona Zomera w 50. minucie. Tempo jakie obrało spotkanie było zawrotne, o czym świadczy kolejne trafienie Sulejmaniego. Tym razem utalentowany Serb w 54. minucie gry, po raz drugi wyprowadził swój zespół na prowadzenie. NEC, miało jednak w swoich szeregach doskonałego asystenta w osobie Lasse Schone. Duńczyk, który wcześniej asystował przy bramce Zomera, doskonale obsłużył Youssefa El-Akchaouiego i na De Goffert znów był remis.
Chwilę po tym zdarzeniu czerwoną kartką ukarany został Dario Cvitanich. Wydawać się mogło, że podopieczni Marco van Bastena, tego meczu już nie wygrają, ale jak wiadomo w futbolu zawsze gra się do końca. Tak też postąpili amsterdamczycy, którzy za sprawą samobójczego trafienia Daniego Fernandeza z NEC, po raz trzeci wyszli na prowadzenie. Cesarskich w doliczonym czasie gry dobił Gabri i trzy punkty pojechały do Amsterdamu.
Do ostatniego w tabeli Volendam, zawitał lider rozgrywek, AZ Alkmaar. Oczywiście faworyt tego spotkania mógł być tylko jeden i sytuacja ta bardzo szybko przełożyła się na wydarzenia na boisku.
Podopieczni Louisa van Gaala szybko wyszli na prowadzenie. W 11. minucie Ari pokonał Jeroena Verhoevena, a wszyscy wróżyli, że AZ pójdzie za ciosem i zaaplikuje gospodarzom dawkę kilku goli. Tak się jednak nie stało, a goście z Alkmaar kontrolowali przebieg gry. Z godnym lidera, stoickim spokojem AZ wbiło drugiego gola w 79. minucie meczu, a jego autorem był David Mendes da Silva. Na boisku nie doszło już do zmiany rezultatu, a AZ kontynuuje serię siedmiu wygranych spotkań z rzędu.
Z nadzieją na zdobycie trzech punktów, do Kerkrade udali się gracze PSV Eindhoven. Podopieczni Huuba Stevensa nie najlepiej spisują się w tym sezonie, a w Eindhoven coraz częściej słychać głosy, że zwolnienie trenera jest bliskie.
Od początku wszystko wskazywało na to, że cel w postaci kompletu punktów zostanie zrealizowany, ale goście dali koncert nieskuteczności. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem bezbramkowym, a królem niewykorzystanych sytuacji śmiało nazwać by można, Danko Lazovicia, który miał kilka dogodnych sytuacji. W 60. minucie do Boeren uśmiechnął się los i Timmy Simons skutecznie egzekwował rzut karny. Kibice z pewnością liczyli, że teraz im pupilom pójdzie z górki, ale po raz kolejny bardzo się przeliczyli. Już minutę później Roda wyrównała za sprawą Willema Janssena i… bramkarza PSV, Cassio, który bardzo ułatwił zadanie zawodnikowi gospodarzy, popełniając katastrofalny w skutkach błąd. Do końca wynik nie uległ zmianie i sympatycy z Kerkrade, tłumnie zgromadzenie na Limburg Stadion mogli cieszyć się z dobrego rezultatu. Z kolei PSV, znowu zawiodło oczekiwania mediów i kibiców, tracąc punkty z niżej notowanym rywalem.










