Za nami połowa zmagań w 17. kolejce holenderskiej Eredivisie. Póki co na boiskach obyło się bez sensacji, a po formie zawodników widać było, że coraz bliżej do krótkiej przerwy zimowej w rozgrywkach.
Feyenoord Rotterdam – NAC Breda
Na początek słów kilka o wczoraj rozegranym spotkaniu pomiędzy Feyenoordem Rotterdam a NAC Breda. Gospodarze przystępowali do spotkania w ciężkiej sytuacji i nie byli wskazywani jako faworyci do wygranej. W kiepskiej formie znajdowało się także ostatnio NAC, a jak się okazało po meczu w Rotterdamie, ich wygrana w poprzedniej kolejce z Vitesse była tylko jednorazowym wyskokiem.
Obie ekipy bojaźliwie i niepewnie zaczęły spotkanie, a na boisku przeważała niedokładność i walka w środku pola. W końcu w 33. minucie na akcję zdecydował się Diego Biseswar i po jego pięknym uderzeniu piłka wylądowała w okienku bramki Jelle ten Rouwelaara. Feyenoord poszedł za ciosem, czego skutkiem była druga bramka, tym razem autorstwa Leroy’a Fera na minutę przed końcem pierwszej połowy, a jak się później okazało, Fer w momencie strzału znajdował się na pozycji spalonej. Mimo dwubramkowego prowadzenia obraz gry wyglądał zupełnie inaczej niż wskazuje wynik i równie dobrze mogło być 0:0.
W drugiej połowie w końcu na boisku przewagę osiągnęła jedna ekipa i był nią Feyenoord, który w 62. minucie za sprawą Fera pozbawił złudzeń podopiecznych Roberta Maaskanta. Po trzecim golu De Kuip oszalało z radości, a na twarzy Gertjana Verbeeka w końcu pojawił się uśmiech. Dobrego nastroju w Rotterdamie nie zepsuła nawet honorowa bramka dla NAC, której autorem był Matthew Amoah i Kameraden zasłużenie odnieśli zwycięstwo.
Zapraszamy na skrót spotkania:
PSV Eindhoven – Twente Enschede
Spotkanie, które w przedmeczowych zapowiedziach mianowane zostało hitem kolejki, okazało się dużym niewypałem. PSV Eindhoven znajduje się w ostatnio w najpoważniejszym od kilku lat kryzysie, z kolei Twente Enschede dobrze radziło sobie zarówno w lidze, jak i w Pucharze UEFA. Na własnym terenie to jednak podopieczni Huuba Stevensa byli faworytami i to oni od początku spotkania ruszyli do ataków na bramkę Twente. Goście także odpowiedzieli szarżami na bramkę strzeżoną przez Andreasa Isakssona, jednak żadna z akcji w pierwszej połowie nie przyniosła efektu bramkowego.
Podobnie było także w drugiej części, która wyglądała wręcz identycznie jak pierwsza odsłona. Kibice zarówno jednych, jak i drugich mają powody do żalu, bowiem śmiało można powiedzieć, że piłkarze grali jakby jeszcze nadal odczuwali świąteczną atmosferę.
Duży niesmak pozostawiła praca sędziego tego spotkania, Petera Vinka, który nie uznał bramki strzelonej przez PSV Eindhoven. Balazs Dzudzsak uderzał z rzutu wolnego, a piłka odbiła się od poprzeczki, kozłując na linii bramkowej. Jak się później okazało, piłka minimalnie przekroczyła linię i gol powinien zostać uznany, a w Holandii zapewne na nowo rozpocznie się dyskusja o wprowadzeniu powtórek dla sędziów.










