Patrząc na rezultaty w 14. kolejce Eredivisie, w oczy od razu rzuca się grad goli jaki padł na holenderskich boiskach. W dziewięciu spotkaniach padły aż 34 bramki, co daje średnią 3,78 gola na mecz.
Przed kolejką hitowo zapowiadał się pojedynek pomiędzy Feyenoordem Rotterdam a FC Utrecht. Jak się jednak okazało, z dużej chmury spadł mały deszcz, a mecz na De Kuip był jedynym w całej serii spotkań, w którym nie padła ani jedna bramka.
Od samego początku mecz stał na równym poziomie, a obie ekipy starały się zagrażać bramce rywala. Zwycięstwo było szczególnie potrzebne zarówno gospodarzom, jak i gościom, bowiem strata punktowa równałaby się z powiększeniem straty do czołówki ligowej tabeli. Mimo szans na zdobycie gola, mecz zakończył się sprawiedliwym podziałem punktów, który z pewnością nie zadowala ani jednych, ani drugich.
Po rozgromieniu ADO Den Haag, PSV Eindhoven podjęło na swoim terenie Heraclesa Almelo, który miał być kolejną zmasakrowaną ofiarą przez podopiecznych Freda Ruttena. Jednak przez długi czas na Philips Stadion był wynik bezbramkowy, mimo że PSV miało miejscami ogromną przewagę. W dodatku, w 29. minucie czerwoną kartką ukarany został bramkarz gości Martin Pieckenhagen. Jak się okazało, był to decydujący czynnik zwycięstwa „Boeren”. Gracze z Almelo skupili się niemalże wyłącznie na obronie, co skrzętnie wykorzystali gospodarze. W 44. minucie gracze Ruttena dopięli swego, bowiem na listę strzelców wpisał się Ibrahim Affelay. W drugiej połowie PSV kontynuowało dzieło zniszczenia. W 50. minucie golkipera Heraclesa pokonał Balazs Dzsudzsak, a niespełna kwadrans później to samo uczynił niezawodny Ola Toivonen. Zrezygnowani goście ostatkiem sił bronili się przed stratą kolejnych bramek, ale nie przyniosło to wymiernego skutku. W końcowych fragmentach meczu dobił ich Jagos Vuković, a PSV mogło świętować kolejną wygraną i dalszą obecność na fotelu wicelidera.
Rozpędzony Ajax Amsterdam podejmował na Amsterdam ArenA SC Heerenveen, które w tym sezonie spisuje się znacznie poniżej oczekiwań. Za to gracze Martina Jola na czele z Luisem Suarezem pokazują dobrą formę i dają dowód temu, że w tym sezonie w końcu będą walczyć o tytuł do ostatniej kolejki. Ajax od początku rzucił się do ataku i już w siódmej minucie wyszedł na prowadzenie po strzale Demy’ego de Zeeuwa. Ten sam zawodnik pokonał bramkarza drugi raz w 24. minucie, kiedy to z okolic jedenastego metra huknął na bramkę „Dumy Fryzji”. Idąc za ciosem, trzy minuty później było już 3:0. Udział przy bramce po raz kolejny miał de Zeeuw, a gola zdobył Marko Pantelić. Heerenveen nie istniało na boisku, a „Ajacieden” dalej terroryzowali Briana Vandenbussche. Jak zwykle aktywny Suarez wpadł z piłką w pole karne gości, a w nieprzepisowy sposób zatrzymał go Oussama Assaidi. Sprawiedliwość wymierzył sam poszkodowany skutecznie egzekwując rzut karny z jedenastu metrów. Znokautowany rywal przebudził się i podniósł się na tyle, aby zdobyć honorowego gola. Macedończyk Goran Popov pokonał bezrobotnego w tym meczu Maartena Stekelenburga. Stracona bramka podziałała na Ajax niczym płachta na byka, bo po 60 sekundach Ismail Aissati wykorzystał zagranie Suareza i pokonał Vandenbussche. Wynik 5:1 po pierwszej części zwiastował pogrom porównywalny z rezultatem Tottenhamu i Wigan w lidze angielskiej. Jednak najwidoczniej podopieczni Jola zlitowali się nad swoim rywalem i nie skarcili go większą ilością bramek. Ajax wygrał kolejne spotkanie dzięki czemu utrzymuje kontakt z czołówką.










