Mecz Sevilli z Espanyolem zakończył się bezbramkowym remisem, ale widzowie zasiadający na trybunach nie mieli prawa narzekać. Obie strony zaprezentowały bardzo otwarty, ofensywy i widowiskowy futbol. Zawiodła skuteczność.
Przed tą kolejką obie drużyny sąsiadowały w tabeli, obie miały po 24 punkty i w wypadku zwycięstwa mogły liczyć na awans do strefy europejskich pucharów. Marcelino Garcia, trener gospodarzy, nie ma problemów z kontuzjami, jedynym niezdolnym do gry zawodnikiem był pauzujący za kartki Fernando Navarro. Nieco gorzej wyglądała przedmeczowa sytuacja Mauricio Pochettino. Argentyńczyk musiał zmierzyć się z urazem pierwszego bramkarza, a także transferem golkipera numer trzy – między słupkami stanął niezbyt pewny Kiko Casilla. Z powodu pięciu żółtych kartoników wystąpić nie mógł Sergio Garcia. Gra Romarica nie wchodziła w grę z powodu zawartej w umowie wypożyczenia klauzuli. Wyjściowe składy obu ekip nie zaskoczyły – na boisku spotkały się możliwie najlepsze jedenastki.
Rozgrywane na Sanchez Pizjuan spotkanie od pierwszego gwizdka prowadzone było w szybkim, momentami szaleńczym wręcz tempie. Piłkarze Sevilli i Espanyolu biegali od bramki do bramki i starali się wtoczyć piłkę do siatki. W ekipie gospodarzy całkiem zgrabnie działał ofensywny kwartet z Navasem, Reyes i del Moralem w pomocy oraz Negredo na szpicy. Ten ostatni oczywiście od początku marnował masę sytuacji bramkowych, ale sam fakt, że dochodził do okazji, był naprawdę miłą odmianą. W formacji ofensywnej Espanyolu rządził młodziutki tercet. Futbolówkę rozgrywał 21-letni Portugalczyk Rui Fonte, akcje napędzał 19-letni Francuz Thievy Bifouma, a na pozycji wysuniętego napastnika czyhał 20-latek Alvaro. Jednak to nie oni byli bohaterami swojej drużyny na początku pierwszej połowy. Bohaterem był bramkarz Kiko Casilla. Wychowanek Realu Madryt godnie zastąpił Cristiana Alvareza, broniąc najpierw uderzenie Caceresa, później Manu del Morala, a na koniec Reyesa.
W 33. minucie okazję do popisania się swoimi umiejętnościami miał Javi Varas. Wychowanek Sevilli nie bez trudu sparował na rzut rożny strzał Thievy’ego. Andaluzyjczycy odpowiedzieli w 40. minucie. Negredo dostał świetne podanie od Reyesa. Piłka aż prosiła się o uderzenie wolejem. No i Hiszpan wolejem uderzył. Zrobił to jednak tragicznie – futbolówka przeleciała jakieś dziesięć metrów nad bramką. W międzyczasie dwie dobre akcje zmarnował beznadziejny jak zwykle Piotr Trochowski. Ostatni kwadrans pierwszej połowy rozgrywany był zdecydowanie pod dyktando Sevilli. Gospodarze liczyli, że po zmianie stron sytuacja się nie zmieni.

Początek drugiej części widowiska rozpoczął się od pozytywnego wydarzenia – murawę opuścił Negredo. Oglądanie kolejnych zmarnowanych przez wychowanka Rayo akcji nie było ani trochę przyjemne. Jego miejsce zajął Freddy Kanoute. Co ciekawe, pierwsze akcje drugiej połowy to ataki Espanyolu. Katalończycy bardzo chcieli pokonać Javiego Varasa, ale zawsze czegoś brakowało. Zazwyczaj dokładności. Mauricio Pochettino, widząc w zastraszającym tempie opadającego z sił Thievy’ego, szybko wpuścił w jego miejsce Weissa. Podobną zmianę wykonał też Marcelino – Perotti za Manu. Wraz z upływem czasu sytuacja wróciła do normy. Sevilla dominowała, ale nic z tego nie wynikało, bo ciągle bezbłędny był blok obronny „Los Pericos”. Espanyol odpowiadał rzadko, ale za to bardzo żywiołowo.W 65. minucie Weiss niecelnie podawał do Alvaro.











