Po dobrej grze Real Madryt pokonał Espanyol Barcelona 4:0. Bohaterem meczu został strzelec trzech goli, Gonzalo Higuain. Gospodarze walczyli dzielnie, ale to nie wystarczyło na drużynę klasy „Los Blancos”.
Wiedząc już, że ich największy rywal objął fotel lidera La Liga, piłkarze Realu Madryt wybiegli na stadion Espanyolu, by zawalczyć kolejne trzy punkty. Jose Mourinho po raz kolejny postawił na duet ofensywnych pomocników Kaka – Oezil, który świetnie sprawdził się ostatnio meczu z Ajaksem w ramach Ligi Mistrzów. Z kolei Mauricio Pochettino nawet nie próbował zgrywać chojraka i desygnował do gry defensywnie usposobioną jedenastkę z trzema pomocnikami odpowiedzialnymi tylko za destrukcję.

Mecz rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami – od totalnej dominacji Realu. Niejako symbolem tej dominacji był strzał Cristiano Ronaldo z 3. minuty. Portugalczyk uderzał w sposób sygnalizowany, niemal prosto w bramkarza, a mimo to Cristian Alvarez miał nie lada problem. Wszystko przez to, że piłka została posłana w kierunku bramki z brutalną siłą. Golkiper Espanyolu modlił się, by futbolówka nie przełamała mu rąk. Przełamała, ale na szczęście trafiła w słupek. „Królewscy” atakowali rozumnie i spokojnie, wiedząc, że tyły zabezpiecza jak zwykle niesamowity Xabi Alonso. Bardzo aktywny był Kaka, który, jak sam niedawno przyznał, czuje się, jakby od nowa rozpoczynał karierę w Madrycie. Espanyol przez pierwsze minuty pielęgnował dziwną taktykę zakładającą oddawanie strzału w każdej sytuacji, która daje chociaż cień szansy na bramkę. Były dwie takie sytuacje. Najpierw Sergio Garcia walnął z 30. metra kilka metrów nad poprzeczką. Potem Ndri Romaric walnął z 50. metra pół metra od słupka.
To rozdrażniło Real. Drażnienie Realu nie jest dobrym pomysłem. W 17. minucie krótkie, dokładne i przytomne podanie Ronaldo dotarło do wbiegającego w pole karne Higuaina, a Argentyńczyk zrobił to, co robić potrafi, czyli trafił do siatki. Pięć minut później Kaka starał się minąć gracza Espanyolu przebiegając przez niego. Brazylijczyk miał dobre chęci, ale to niestety nie wystarczyło. Chwilę później Thievy faulował Lassa. Jest to o tyle godne uwagi, że Lass praktycznie zawsze jest stroną faulującą, nie faulowaną. Napastnik pomocnika szarpał przez dobrych kilka sekund, niejako prosząc, by ten się wywrócił. Espanyol ciągle nie miał pomysłu na grę – jakieś długie podania, jakieś klepki, ale to wszystko jakieś takie nieskładne. Największym sprzymierzeńcem Katalończyków był niepewny jak nigdy Raul Albiol, który od czasu do czasu podawał rywalowi piłkę, źle ustawiał linię spalonego czy też niepewnie wybijał futbolówkę. Na kwadrans przed końcem Thievy Bifouma dostał od losu prezent – nagle znalazł się w sytuacji sam na sam z Ikerem. Zanim zdążył zdać sobie sprawę, co się dzieje, piłkę już zabrał mu Sergio Ramos. Francuz zapłacił frycowe. Jak stoi się z piłką przed Casillasem, to zamyka się oczy i wali na wiwat. W 41. minucie strzelał Sergio Garcia. Efektu bramkowego nie zaobserwowano.












