33. kolejka Primera Division zafunduje nam tylko jeden hit. Ale za to hit sporego kalibru. Derby stolicy Hiszpanii mogą ostatecznie złamać piłkarzy Real Madryt. Albo dać im siłę, by dalej bronić się przed atakami rozwścieczonej „Barcy”.
FC Barcelona – Getafe CF
Cztery punkty. To słowa najczęściej ostatnio powtarzane w Katalonii. Real Madryt znów się potknął i z dziesięciopunktowej przewagi nie zostało już prawie nic. Chłopcy Pepa Guardioli wiedzą, że nie mają prawa popełnić do końca sezonu nawet jednego, najmniejszego błędu. Muszą wygrać pozostałe mecze i liczyć, że odwieczny rywal jeszcze gdzieś się wyłoży. W 33. kolejce na celowniku „Blaugrany” znalazło się stołeczne Getafe. W pierwszym rozegranym w tym sezonie pojedynek obu drużyn, jak wszyscy doskonale wiemy, wygrali niżej notowani „Los Azulones”. Czy teraz też możemy liczyć na niespodziankę? Nie. Nie. Nie.

Barcelona ostatnio wygrywa wszystko, każdego gromi i nawet jak ma gorszy dzień, to jest najlepsza na świecie. Kataloński potwór jest w tej chwili nie do zatrzymania, głównie dlatego, że – jak przytomnie stwierdził trener Getafe, Luis Garcia – po raz pierwszy naprawdę poczuł, że Primera Division jest na wyciągnięcie ręki. Albo nogi. Nawet bez dwóch podstawowych defensorów (do od kilku dni trenującego indywidualnie Pique dołączył wczoraj Dani Alves) „Los Azulones” nie powinni być dla mistrzów Hiszpanii trudnym rywalem.
W ekipie z przedmieść Madrytu zamiast nowych absencji mamy powroty. Do kadry po raz pierwszy od dłuższego czasu załapali się Tsepo Masilela i Ruben Perez. Ich obecność spowodowała wypadnięcie z kadry meczowej „Mane” i Sarabii. Fani Getafe wielkie nadzieje wiążą szczególnie z powrotem do pełnej sprawności Masileli. Lewy obrońca na początku sezonu był jednym z najlepszych zawodników ekipy. Wszyscy liczą, że teraz będzie tak samo. Nie wiadomo, czy Kenijczyk na Camp Nou wybiegnie w wyjściowym składzie. Wiadomo natomiast, że nawet jego koncertowa gra nie sprawi, iż szanse Getafe wzrosną. Spodziewajmy się raczej rzezi niż walki.
Valencia CF – Rayo Vallecano
Jedno z tych spotkań, które sprawiają, że człowiekowi odechciewa się typować wyniki. Dwie drużyny zdolne do wygrania i przegrania z każdym. Valencia może polec u siebie z ostatnią ekipą ligi, a kilka tygodni później zremisować na wyjeździe z liderem. Rayo w jednej kolejce jest gromione przez Espanyol, a w drugiej gromi Osasunę. Czysta loteria. Może będzie 3:0, może 0:0, a może 0:5. Nie da się tego przewidzieć, więc ograniczymy się tylko do informacji o kontuzjach i innych takich bezpiecznych i weryfikowanych sprawach.










