Ależ szybko płynie ten czas. Wydawałoby się, że Galisyjczycy z La Liga spadli chwilę temu, a tu okazuje się, że możemy o tym nieszczęsnym spadku zapomnieć. Deportivo La Coruna, drużyna należąca do zaszczytnego grona dziewięciu historycznych mistrzów Hiszpanii, wróciła do domu. Do Primera Division.
Augusto Cesar Lendoiro, prezes Deportivo La Coruna, to sympatyczny człowiek. Klubem kieruje do 24 lat. Gdy przejmował stery, „Los Turcos” desperacko bronili się przed spadkiem do trzeciej ligi. Parę lat później drużyna była już w Primera, wygrywała trofea i cieszyła się grą takich wirtuozów, jak: Bebeto, Rivaldo, Djalmina czy Fran. Pan Lendoiro ma w świecie hiszpańskiego futbolu opinię twardego negocjatora. Do historii przeszły już jego negocjacje z UD Las Palmas w sprawie transferu jednego z piłkarzy ekipy z Wysp Kanaryjskich. Rozmowy połączone z obiadem zaczęły się w południe i trwały równo dobę. Jeśli ten Galisyjczyk obierze sobie jakiś cel, to nic nie będzie w stanie go zatrzymać. Rok temu nieco dziwna wydawała się reakcja Hiszpana na spadek Deportivo. Był bardzo spokojny, podjął wyzwanie.
– To dzień wielkiej radości, wszyscy jesteśmy bardzo dumni, nie tylko z piłkarzy, ale też z fanów. Sporo wycierpieliśmy, ale właśnie dzięki temu triumf smakuje tak słodko. Pamiętajcie, że zdobyliśmy właśnie kolejny ważny tytuł. Mieliśmy już Superpuchar Hiszpanii, Puchar Króla, mistrzostwo Primera Division, a teraz do kolekcji dochodzi mistrzostwo Segunda Division – właśnie za to kibice „El Depor” uwielbiają Lendoiro. On potrafi każdy sukces wycisnąć do ostatniej kropli, a każdą porażkę zminimalizować do poziomu nieistotnego potknięcia. Galisyjczycy wygrali w niedzielę z Huescą i zapewnili sobie pierwsze miejsce w tabeli drugiej ligi. W sierpniu wrócą do najwyższej klasy rozgrywkowej z nowymi siłami. Półtora roku temu pisaliśmy, że ekipie z El Riazor potrzebny jest spadek. Potrzebny jest szok, bo działające od 20 lat mechanizmy już się zatarły, trzeba je odnowić. I chyba mieliśmy rację. Bo „Los Turcos” wracają naprawdę mocni. Do końca sezonu została jeszcze jedna kolejka, a oni już wyrównali punktowy rekord Ligi Adelante. I to wszystko bez wielkich transferów. Większość dobrych graczy odeszła po spadku. Okazuje się jednak, że przy odpowiedniej motywacji piłkarze, którzy rok temu byli za słabi na granie w ekipie walczącej o utrzymanie w Primera, mogą zdominować rozgrywki Segunda.
Największe słowa uznania należą się Juanowi Carlosowi Valeronowi. W momencie spadku Hiszpan miał 36 lat, od szesnastu grał w Primera Division. Był zmęczony, marzył o odpoczynku. Ale „El Flaco” to człowiek honoru, dżentelmen. Gdy Deportivo spadło, on stwierdził wprost – nie opuści klubu, dopóki nie wprowadzi go z powrotem do La Liga. Spełnił tę obietnicę, a w czasie mistrzowskiej fiesty mówił hiszpańskim dziennikarzom o tym, jak bardzo jest już zmęczony. – Nie macie pojęcia, jak wyczerpujący jest sezon w Segunda Division, nigdy nie czułem się taki słaby fizycznie. To prawdopodobnie najszczęśliwszy dzień w moim piłkarskim życiu. Jeszcze nie zdecydowałem, co teraz zrobię, ale czuję wielka ulgę, że pomogłem wrócić drużynie na należne jej miejsce. Teraz mogę odejść szczęśliwy – stwierdził Valeron. Hiszpan prawdopodobnie zakończy karierę. Podobną decyzję podejmie chyba też młodszy od Juana Carlosa raptem o pół roku Manuel Pablo. Łysy obrońca chciał zawiesić buty na kołku rok temu, ale degradacja zmieniła jego plany. Kapitanowi nie przystoi opuszczać tonącego okrętu.










