Real Madryt pokonał na Santiago Bernabeu Sevillę 2:0 i awansował do finału Pucharu Króla, w którym jego rywalem będzie FC Barcelona. Do Gran Derbi w finale tych rozgrywek dojdzie po raz pierwszy od 21 lat. Bramki strzelali Mesut Oezil oraz, po raz pierwszy w barwach „Królewskich”, Emmanuel Adebayor.
Dużo ciekawsze spotkanie niż to w Almerii spodziewali się ujrzeć kibice zgromadzeni na Santiago Bernabeu i nie pomylili się, gdyż mecz między Realem a Sevillą stał na wysokim poziomie. Zespół z Sanchez Pizjuan przyjechał do Madrytu, aby odrobić jednobramkową stratę z pierwszego meczu, co biorąc pod uwagę fakt, że trener Mourinho dokonał tylko jednej zmiany w zespole w porównaniu do przegranego 0:1 meczu z Osasuną – w miejsce Lassa wstawił wyleczonego z grypy Xabiego Alonso – nie było zadaniem niewykonalnym. Na trybuny zaś powędrowali dwaj piłkarze, którzy pokłócili się wczoraj na treningu „Los Merengues” – Gago i Pedro Leon. W barwach Andaluzyjczyków zadebiutował natomiast sprowadzony z Schalke Ivan Rakitić.

Mecz mógł się fantastycznie rozpocząć dla podopiecznych Jose Mourinho, gdyby w 5. minucie Di Maria lepiej przymierzył i jego strzał nie odbił się tylko od słupka. Jednak to nie Argentyńczyk najbardziej pomylił się w tej sytuacji – tuż przed bramką Javi Varasa znajdował się Benzema, który stojąc pięć metrów sam przed pustą bramką… kopnął futbolówkę obok słupka! Nikt oprócz Francuza (a może i on sam) nie wiedział, jak mógł nie trafić do pustej siatki w tej sytuacji – była to pierwsza piłka meczowa dla Realu. Zawodnik jednak nie poddawał się i już dwie minuty później ruszył z kolejną akcją. Po podaniu Khediry futbolówka spadła idealne na nogę Ronaldo, ten jednak pomylił się z 20 metrów. Sevilla także miała swoje szanse, a w 11. minucie udało się jej nawet umieścić piłkę w siatce, jednak Negredo w momencie podania był na pozycji spalonej i na nic zdało się pokonanie Casillasa w sytuacji sam na sam – na tablicy wyników wciąż widniał bezbramkowy remis.
Począwszy od sytuacji Negredo, przez kolejny kwadrans Sevilla była stroną przeważającą, a szczególnie blisko było w 17. minucie. Wtedy to po groźnym kiksie Albiol o mały włos umieściłby futbolówkę we własnej bramce, sytuacja jednak szczęśliwie zakończyła się tylko rzutem rożnym. Andaluzyjczycy grali swoje, jednak to Real miał w 31. minucie drugą piłkę meczową – po szybkiej dwójkowej kontrze, Khedira odegrał idealnie w tempo do Ronaldo, ten jednak, mając przed sobą tylko Varasa, trafił dokładnie w bramkarza – była to już druga sytuacja, która mogła praktycznie zakończyć rywalizację w tym dwumeczu. Gdyby Real strzelił bramkę, Sevilla potrzebowałaby już dwóch trafień, aby awansować do finału, co przy dobrze spisującej się defensywie „Los Blancos” z Casillasem na czele byłoby zadaniem niezwykle trudnym… ale nie niewykonalnym. Kolejne minuty upływały na wyrównanej i dość ostrej walce w środku pola; zawodnicy obydwu drużyn dawali się także stosunkowo często łapać na pozycjach spalonych. Świetną sytuację mieli gospodarze tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania. Jednak nawet gdyby strzał Arbeloi nie został obroniony przez Varasa, sędzia nie uznałby gola – obrońca dał złapać się w pułapkę ofsajdową. Pierwsza połowa zakończyła się po rzucie rożnym dla Sevilli.












