Już dziś czeka nas to, co każdego kibica przyprawia o palpitacje serca, czyli finałowa kolejka rundy zasadniczej Lotto Ekstraklasy. O tym, że ostatnia tura rozgrywek przynosiła nam przeróżne czary czy cuda, możemy sobie przypomnieć, wracając wspomnieniami do najgorętszych i najdziwniejszych zakończeń w historii ekstraklasy. Niektóre z nich nawet w świecie Harry’ego Pottera wydawałyby się nieprawdopodobne.
Na szczególną uwagę zasługuje wojna o miejsca w czołowej ósemce, o które bój stoczy aż pięć drużyn – Jagiellonia, Pogoń, Lech, Wisła i Korona. Dodatkowego smaku walce o TOP 8 dodawać może brak obecności systemu VAR na decydujących meczach.
Chociaż takie nawiązanie brać trzeba oczywiście z dużą dozą żartu, to sytuacje z korupcją już się w polskiej lidze zdarzały. Najbardziej znanym i wzbudzającym ogromne kontrowersje wydarzeniem była sławna „niedziela cudów” – do dzisiaj zapamiętana jako symbol czasów korupcji i zielonego stolika, czyli brudnych lat 90.
Niedziela cudów – „każda liga potrzebuje reżyserii”
20 czerwca 1993 roku, sytuacja w tabeli przed ostatnią kolejką I ligi była co najmniej skomplikowana. Na czele tabeli znajdowała się Legia z 47 „oczkami” na koncie. Zaraz za warszawiakami ŁKS Łódź z tą samą liczbą punktów i bilansem o trzy bramki gorszym od Legii. Ostatnie miejsce na ligowym podium należało do poznańskiego Lecha, który do obu ekip tracił punkt.
Chcąc zostać mistrzem Polski, Lech Poznań musiał wygrać swoje spotkanie z Widzewem Łódź, licząc na porażki zarówno ŁKS-u, jak i ekipy z Warszawy. Sytuacja Legii i Łódzkiego Klubu Sportowego wydawała się natomiast znacznie prostsza. W zależności od tego, która drużyna z pary będzie miała finalnie lepszy bilans bramkowy, ta zostanie mistrzem.
Wraz z rozpoczęciem się spotkań rozpoczął się także wyścig na bramki. W momencie gdy gole w meczu przeciwko Wiśle Kraków zdobywała Legia, informacje o stanie pojedynku otrzymywano w Łodzi, a ŁKS natychmiast odpowiadał bramką. I na odwrót, gdy trafiał ŁKS, to w Krakowie strzelała Legia. Zawodnicy stali jak pachołki, bramkarzy jakby w ogóle nie było. Całość wyglądała dość komediowo, jednak to, co działo się na boisku, wcale śmieszne nie było. Każdy kibic oglądający mecze „niedzieli cudów” wiedział, że nie rozgrywają się one na zasadach fair play.
Ostatecznie spotkania zakończyły się takimi wynikami: Wisła – Legia 0:6, ŁKS – Olimpia 7:1 oraz Lech – Widzew 3:3.
Tymczasowo mistrzem Polski została Legia, aczkolwiek była nim jedynie do 10 lipca 1993 roku, kiedy to PZPN poinformował, że rywalizacja Legii i ŁKS-u nie była czysto sportowa, a mistrzem kraju w sezonie 1992/1993 zostanie Lech Poznań. Decyzja PZPN-u do dziś wywołuje niemałe kontrowersje. Niektórzy kibice Legii ciągle uważają, że ich ukochany klub został niesprawiedliwie pozbawiony wywalczonego mistrzostwa.











