Nie udało się „Białej Gwieździe” przełamać fatalnej passy spotkań z Legią, a także pokonać któregokolwiek z rywali w ostatnich prestiżowych pojedynkach. Po porażce z Lechem Poznań i Cracovią w niedzielę przy Reymonta od Wisły lepsza okazała się warszawska Legia, która zwyciężyła 2:0 po bramkach pewnego węgierskiego napastnika i jego szwajcarskiego kolegi.Już przed meczem potwierdziły się przypuszczenia o kadrowym kryzysie krakowian. Pod nieobecność między innymi Pawła Brożka i Macieja Sadloka trener Broniszewski wytoczył na murawę wszystko, co miał w zanadrzu, a na ławce, oprócz rezerwowego bramkarza Michała Miśkiewicza, zasiedli wyłącznie piłkarze ze znikomym lub żadnym ligowym doświadczeniem. Wśród nich chociażby Konrad Handzlik – siedemnastolatek, którym poważnie interesuje się Legia – jak dotąd zagrał minutę w ekstraklasie. W sumie szóstka graczy z pola na ławce nie rozegrała w najwyższej lidze nawet… dwóch godzin (dokładnie 108 minut)! Na lewą obronę desygnowano Tomasza Cywkę, dla którego był to pierwszy mecz na tej pozycji w karierze.
W Legii w oczy rzucił się brak Guilherme w wyjściowej jedenastce, zdaniem trenera Czerczesowa na miejsce w składzie bardziej zasłużył Ivan Trickovski. Co ciekawe, w osiemnastce na mecz znalazło się miejsce dla drugiego, nieco „zakurzonego” Brazylijczyka, którego trener odkopał z rezerw. Mowa o Pablo Dyego, czyli „produkcie” współpracy warszawian z Fluminense Rio De Janeiro.

Pierwsza połowa to po pierwsze pech i tak doświadczonej przez życie Wisły – po kilkunastu minutach z powodu urazu z boiska zszedł Boban Jović, którego zastąpił jeden z „dzieciaków”, a więc Jakub Bartosz. Jak się jednak okazało, presja nie zjadła młodego zawodnika „ Białej Gwiazdy” , który nie tylko nie odstawał od kolegów – należał wręcz do najlepszych piłkarzy na murawie. Po drugiej stronie biegał wyżej wspomniany Cywka, który miał znacznie więcej problemów z powstrzymywaniem legionistów. Nawet jeśli nie grali oni wybitnego spotkania, to prawa flanka była miejscem większości ataków, aktywny był zwłaszcza Bartosz Bereszyński – w pierwszej połowie najlepszy w barwach gości.












