Widzew Łódź pokonał dziś przed własną publicznością Jagiellonię Białystok 3:0, choć to przyjezdni byli stawiani w roli faworytów. Co po spotkaniu miał do powiedzenia Dariusz Dźwigała zastępujący na ławce trenerskiej „Jagi” zawieszonego Tomasza Hajtę?
Drugi trener białostoczan zwrócił uwagę na mankamenty w grze zawodników z Podlasia, podkreślił, że braki widoczne były zwłaszcza w defensywie: – Gratuluję gospodarzom zasłużonego zwycięstwa, wygrał zespół, który był bardziej zdeterminowany. U nas zabrakło na pewno organizacji gry w defensywie. Całemu zespołowi zabrakło jakości w grze. Było dużo słabych punktów, za dużo było gry indywidualnej, dzisiaj nie byliśmy zespołem. Sprawialiśmy wrażenie, jakbyśmy byli na festynie. Po stracie piłki drużyna moim zdaniem nic nie zrobiła. W dzisiejszej piłce wszyscy zawodnicy muszą brać udział w grze defensywnej. Nie wiem, może zespół obrósł w piórka po meczu z Lechem, uwierzył w to, że jest na tyle mocny, że tylko grą do przodu może wygrać z Widzewem.

Dźwigała był świadom, jak ważny jest do mecz dla Jagiellonii, która coraz głośniej mówiła, że walczy w tym sezonie o europejskie puchary. – Na odprawie się bardzo motywowaliśmy, wiedzieliśmy, że to najważniejszy mecz sezonu, który mógłby nam dać trzecie, czwarte miejsce.
Wynik 3:0 odzwierciedla przebieg gry na boisku i dominację łodzian. Czy jest coś, co szczególnie zaskoczyło trenera gości w postawie drużyny z Łodzi?
– Zespół Widzewa był bardziej zdeterminowany w każdej formacji. Bardzo dobrą pracę wykonywali Bartek Pawłowski z jednej strony i Marcin Kaczmarek z drugiej. Mieliśmy problem z Ben Dhifallahem, uczulaliśmy, że trudno będzie z nim wygrać górne piłki i musi wychodzić do niego jeden zawodnik, a drugi asekurować. Były momenty, że dwóch naszych środkowych obrońców skakało, Abbes piłkę strącał i robiła się dziura. Widzew przewyższył nas dzisiaj przede wszystkim organizacją gry w defensywie.