Tanio kupić, drogo sprzedać. Ta złota zasada handlu od wieków towarzyszy najlepszym biznesmenom, którzy nieprzerwanie wspinają się na szczyty finansowych hierarchii. Natomiast prezesi klubów T-Mobile Ekstraklasy znaleźli sposób na ulepszenie powszechnie znanej myśli, która według nich brzmi: Tanio kupić, drogo sprzedać i za darmo wypożyczyć. Mowa tutaj oczywiście o coraz to modniejszym trendzie powracających do kraju z zagranicznych wojaży zawodników, dla których najlepsze ligi świata okazały się zbyt wysokimi progami.
Wielu młodych piłkarzy z Polski marzy o wielkiej karierze na Zachodzie. Zrozumiała jest chęć ciągłego rozwoju oraz zarabiania coraz to większych pieniędzy, na co niestety nawet w najwyższej lidze rozgrywkowej w naszym kraju nie mogą liczyć. Jednak czy wyjazd zawsze oznacza sukces? Oczywiście, że nie. Jak już wielokrotnie można było się przekonać, najczęściej transfer polskiego piłkarza do silniejszej ligi jest jednoznaczny z licznymi minutami spędzonymi na ławce rezerwowych czy nawet na trybunach. Naturalnie żadnego z nich nie zadowala taki obrót rzeczy, lecz mimo to nieliczni decydują się na szybki powrót do ojczyzny, który dałby im możliwość ciągłej gry. Najprawdopodobniej związane jest to z drastycznym zmniejszeniem zarobków, na co większość nie chce się po prostu zgodzić.
Na szczęście nie wszystkim piłkarzom zależy tylko na kasie i potrafią uczynić jeden krok w tył z nadzieją na kilka wielkich skoków w przód. Najlepszym przykładem takiego podejścia do wyżej opisanej sytuacji jest Dominik Furman, który po roku spędzonym w FC Toulouse powrócił właśnie na zasadzie półrocznego wypożyczenia do Legii Warszawa, z której to powędrował do Francji za „bagatela” 2,7 miliona euro. Niestety kariery w nowym klubie nie zrobił, o czym najlepiej świadczy liczba rozegranych meczów (5 we francuskiej ekstraklasie). Mimo to nadal widać u niego determinację i chęć walki, co można było usłyszeć w jednym z pierwszych wywiadów po powrocie do kraju: – Mam nadzieję, że przez te najbliższe pół roku udowodnię, że potrafię grać w piłkę i zaprezentuję swoje umiejętności z „elką” na koszulce. Zrobię wszystko, by wrócić do gry. Dam z siebie tyle, ile mogę, a nawet więcej. Wszystko zweryfikuje boisko.
https://www.youtube.com/watch?v=zDtuqV_A_eE
Kolejnym zawodnikiem marzącym o wielkiej piłce był Seweryn Michalski, który już w wieku 18 lat, po zaledwie jednej udanej wiośnie w polskiej ekstraklasie, zdecydował się na opuszczenie spadkowicza GKS-u Bełchatów i wyjazd do Belgii, za co polski klub miał zainkasować ponad milion złotych. Jak nietrudno się domyślić, nieopierzony zawodnik furory w KV Mechelen nie zrobił, rozgrywając tam zaledwie na przestrzeni pół roku jeden oficjalny mecz. Trudną sytuację zawodnika bardzo szybko zwietrzyli skauci Jagiellonii, proponując mu półroczne wypożyczenie z opcją wykupu do białostockiego zespołu, na co Seweryn bez wahania przystał. Zapytany przez dziennikarzy o powody nieudanej przygody w Belgii, mówił: – Przede wszystkim nie znałem języka. Gdy pojechałem do Belgii, mój angielski był na tyle słaby, że nie byłem dobrze w stanie się komunikować z drużyną.










