Ajax ma coraz mniejsze szanse na obronę tytułu mistrzowskiego. Piłkarze Franka de Boera przegrali już drugi mecz w rundzie wiosennej. Tym razem po bezbarwnej grze ulegli 0:2 Utrechtowi.
Kibice Ajaksu na pewno nie czuli się pewnie, widząc młodych i niedoświadczonych obrońców, jakich do gry przeciwko Utrechtowi desygnował Frank de Boer. Trener mistrza Holandii nie miał innego wyjścia, bo szyki od dłuższego czasu krzyżowały mu kontuzje i kartki. Poza tym, nadzieją dla „Joden” była magia Areny, stadionu, na którym Ajax nie zwykł być zbyt gościnny. W pamięci sympatyków klubu ze stolicy Holandii był ciągle jednak srogi zawód, jaki ich pupile sprawili im w rundzie jesiennej, kiedy polegli na Galgenwaard 4:6. W ekipie gości od pierwszych minut pojawił się wypożyczony z Ajaksu Rodney Sneijder, który być może w przyszłym sezonie dostanie wreszcie szansę zaistnienia w drużynie z Amsterdamu.
Początek spotkania wskazywał raczej na to, że Ajax utrzymał swoją fatalną dyspozycję sprzed tygodnia. Niezbyt silny personalnie Utrecht nie miał problemów z przedostaniem się pod pole karne Kennetha Vermeera, w dodatku już w 3. minucie bliski zdobycia gola po sporym zamieszaniu w polu karnym był Alexander Gerndt. Szwed nie trafił z bliska w światło bramki, nieco później dokładniejszy był Siem de Jong, który po przeciwnej stronie boiska strzelał na bramkę Roberto Fernandeza. Skończyło się na interwencji Paragwajczyka i rzucie rożnym dla gospodarzy.
Ajax ocknął się na chwilę w 13. minucie. Szybką wymianę podań między Siemem de Jongiem, Christianem Eriksenem i Theo Janssenem mógł skończyć strzałem ten ostatni, ale szybszy od pomocnika gospodarzy był bramkarz Utrechtu. Ajax próbował iść za ciosem. W 17. minucie wreszcie z dobrej strony pokazał się Aras Ozbiliz, który po zejściu z piłką ze skrzydła zagrywał w kierunku nadbiegającego Lorenzo Ebecilio. Skrzydłowemu „Joden” zabrakło kilku centymetrów, by sięgnąć futbolówkę. Wyjątkowo dogodną okazję strzelecką piłkarze z Amsterdamu mieli w 31. minucie. Do rzutu wolnego z ponad 20 metrów podszedł Theo Janssen. Środkowy pomocnik Ajaksu uderzył mocno lewą nogą, ale piłka minimalnie minęła bramkę Fernandeza.
Kiedy wydawało się, że gospodarze panują nad sytuacją boiskową, nagle gola zdobyli goście. Z lewego skrzydła centrował boczny obrońca, Davy Bulthuis. Piłka poszybowała w kierunku Vermeera, ten, nie wiedzieć czemu, wypuścił ją z rąk, a na to tylko czekał Edouard Duplan. Francuz, który zdobył gola w jesiennym pojedynku z Ajaksem, wpisał się na listę strzelców i znacznie skomplikował sytuację drużyny prowadzonej przez Franka de Boera. Szkoleniowiec Ajaksu mógł zaliczyć pierwszą ligową porażkę na własnym terenie od czasu, kiedy objął drużynę.
Po rozpoczęciu drugiej połowy można było być pewnym, że Frank de Boer zupełnie nie ma pojęcia o tym, co dzieje się na boisku. Kolejny rozdział książki pt. „Absurdalne zmiany Franka” zapisało ściągnięcie z boiska Janssena. Przy kiepskiej postawie całej drużyny z murawy schodzi kapitan, zawodnik najbardziej doświadczony, jedyny obok Eriksena, którego umiejętności są tak duże, że mogą rozstrzygnąć losy meczu. W grze Ajaksu nie zmieniło się nic. Zawodnicy mistrza Holandii oddawali wprawdzie strzały na bramkę, ale głównie po stałych fragmentach gry, jak w pierwszych dziesięciu minutach po przerwie de Jong i Ozbiliz. Do kiepskiego poziomu gry dostosował się sędzia, Danny Makkelie, który, nie wiedzieć czemu, nie przerwał gry, kiedy na boisku leżał zwijający się z bólu i głośno krzyczący Nana Asare. Mało tego, arbiter ukarał jeszcze żółtą kartką jego kolegę z drużyny, Marka van der Maarela, który zdezorientowany nie wiedział, czy wznawiać grę z autu, czy czekać na interwencję lekarzy.










