Nie mogli być rozczarowani ci, którzy zamiast walki Tomasza Adamka postanowili zostać wierni lidze hiszpańskiej. W kończącej sobotnie zmagania drugiej serii spotkań Primera Division Valencia po bardzo trudnym meczu pokonała Atletico Madryt 1:0 i jest drugim, obok Realu Madryt, zespołem z kompletem zwycięstw.
Spotkanie to było określane mianem hitu i, podobnie do innych sobotnich spotkań w La Liga, z pewnością nie rozczarowało kibiców licznie zgromadzonych na Estadio Mestalla. Gospodarze mieli niepowtarzalną szansę na wyprzedzenie w ligowej tabeli Barcelony, a jeśli odnieśliby wystarczająco wysoką wygraną, nawet na objęcie pierwszego w sezonie prowadzenia. Podopieczni Gregorio Manzano z kolei musieli udowodnić, że po letnich transferowych przetasowaniach wciąż są bardzo groźną ekipą, która będzie się liczyć w walce o europejskie puchary – pierwsze spotkanie, bezbramkowo zremisowane z Osasuną, na pewno nie było tym, czego kibice oczekiwali. Obie ekipy zagrają w przyszłym tygodniu w europejskich pucharach, jednak już od samego początku spotkania wyraźnie było widać, że żadna ze stron nie ma zamiaru kalkulować i dołoży wszelkich starań, aby rozstrzygnąć starcie na swoją korzyść.

Podobnie jak w spotkaniu z Racingiem Santander już pierwsze minuty przyniosły szturm „Nietoperzy”, którzy kilkukrotnie w pierwszym kwadransie zagrozili bramce Courtoisa. Najbliżej szczęścia był w 12. minucie Soldado, który po podaniu ze środka boiska od Domingueza i przebiegnięciu z piłką kilkunastu metrów znalazł się w idealnej sytuacji, ale jego strzał w świetny sposób na rzut rożny sparował bramkarz. Przez kilka minut trwał solidny napór bramki gości, a wymierny skutek mogło to przynieść w 14. minucie, kiedy to podanie od Soldado wykorzystał Piatti i płaskim strzałem posłał piłkę obok Courtoisa, ale sędzia odgwizdał pozycję spaloną. Jednak jak pokazały powtórki, sędzia nie miał racji – Piatti znajdował się na równi z obrońcą i bramka powinna była zostać uznana. Valencia jednak nie przejęła się zupełnie tą decyzją i kontynuowała napór i powinna była w końcu objąć prowadzenie w 20. minucie, ale po wrzutce w pole karne Piattiego, zamykający akcję Soldado zdecydował się zupełnie nie w swoim stylu uderzyć na siłę i posłał piłkę w najwyższe rzędy trybun.
Atletico najgroźniejszą sytuację w pierwszej połowie miało w 24. minucie, kiedy to Guaita skutecznie zatrzymał strzał Adriana z kilkunastu metrów – kibice z pewnością musieli być zadowoleni z poziomu spotkania, gdyż gdyby nie kapitalna dyspozycja bramkarzy i błąd sędziego, na tablicy wyników przy obydwu ekipach nie widniałyby zera. Dopiero w drugiej części pierwszej połowy o swoich umiejętnościach przypomniał sobie Falcao, który zaczął w swoim stylu brać na siebie ciężar gry i wypracowywać kolejne sytuacje dla swojej drużyny. Przed przerwą kibice zobaczyli jeszcze jedną groźną sytuację, stworzoną znowu przez piłkarzy Emery’ego – w 40. minucie paradą ponownie popisał się Courtois, który sparował potężny strzał Jonasa, a dobitka Soldado znowu poleciała w kibiców sporo oddalonych od światła bramki. Do przerwy zatem kibice co prawda goli nie zobaczyli, ale patrząc na poziom gry obydwu ekip, nie można było być rozczarowanym. Najlepszym na boisku po pierwszym połowie był Courtois, który kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą gola.











