PGE GKS Bełchatów zremisował w Kielcach z Koroną 2:2. Spotkanie było bardzo dramatyczne i mimo przewagi gospodarzy mecz zakończył się remisem, wywalczonym przez bełchatowian w doliczonym czasie gry.

Spotkanie rozpoczęło się aktywnie, mimo to nie było żadnej ciekawej sytuacji. Ani kielczanie, ani bełchatowianie nie potrafili zdominować rywali. Pierwszy kwadrans zakończył bardzo miły – oczywiście dla gospodarzy – akcent. Po świetnym dośrodkowaniu z rzutu wolnego Sapelę pokonał Pavol Stano. Po bramce obie drużyny rzuciły się do ataku. Jedni chcieli pójść za ciosem, a drudzy dążyli do strzelenia bramki wyrównującej.
To poskutkowało bardzo ostrą grą. Przeważały brutalne wejścia i żółte kartki. Drugi kwadrans w wykonaniu piłkarzy nie przypominał meczu piłkarskiego, tylko uliczną bijatykę. W 25. minucie Bożok został sfaulowany przez Grzegorza Lecha i rozwinęła się niezła bójka. W konsekwencji z boiska wyleciał Jacek Kiełb, a Kosowski i Lech otrzymali po żółtej kartce. W 34. minucie w końcu kibice w Kielcach zobaczyli wreszcie piłkarską akcję, gdy Grzegorz Fonfara uderzył na bramkę Małkowskiego, jednak ten nie miał problemów z interwencją.

Czas płynął, a wynik się nie zmieniał. Inicjatywę przejęli goście, ale nie potrafili znaleźć sposobu na Zbigniewa Małkowskiego. Minutę przed końcem regulaminowego czasu gry PGE GKS Bełchatów stał przed szansą na wyrównanie, ale Kamil Kosowski trafił z rzutu wolnego wprost w mur obrońców. Jak wykonywać rzuty wolne, pokazał Kosowskiemu Tomasz Lisowski, który przepięknym strzałem o poprzeczkę z 30 metrów pokonał Sapelę. Chwilę później obie drużyny schodziły już do szatni. Mimo chwilowej przewagi gości to gospodarze prowadzili 2:0 po pierwszej połowie spotkania.
Początek drugiej połowy nie był najmilszy dla oka. Pięć pierwszych minut to nieudolne próby przedostania się pod bramkę przeciwnika, a od 50. minuty inicjatywę przejęli znów piłkarze PGE GKS-u Bełchatów. „Brunatni” rzucili się do ataku, a Korona odpowiadała groźnymi kontratakami. Najbardziej aktywny wśród kielczan był Michał Zieliński, który zastąpił na boisku Grzegorza Lecha. Młody napastnik Korony w pierwszym kwadransie nie wykorzystał trzech stuprocentowych okazji. Przez chwilę wydawało się, że bełchatowianom nie zależy już na punktach w tym meczu, ale jak się okazało, była to tylko chwila odpoczynku. Piłkarze Pawła Kieresia znów zaczęli przyciskać. Bardzo aktywny był Paweł Buzała, na którym opierały się wszystkie akcje gości. Nie brakowało też ataków gospodarzy. Korona nie wykorzystywała takich sytuacji, że każdy, kto je widział, nie mógł uwierzyć własnym oczom.












