006 zgłoś się! Taki tytuł powinien nosić film biograficzny o Piotrze Mandryszu. Trener Sandecji przegrał wszystkie mecze w sezonie 2020/2021, jego drużyna może poszczycić się niechlubnym rekordem bramkowym 4-16 (z czego 8 bramek straciła w dwóch meczach). Nad drużyną z Nowego Sącza zebrały się czarne chmury. Ekipa, która trzy lata temu grała w Ekstraklasie, po fatalnym sezonie 2019/2020 cudem uratowanym przez Piotra Świerczewskiego, szoruje po dnie tabeli. Co dzieje się z ekipą Sączersów?
Losy drużyny z Nowego Sącza to istny rollercoaster emocji. W sezonie 2016/2017 awans do Ekstraklasy, w sezonie 2017/2018 spadek z Ekstraklasy, w sezonie 2018/2019 walka o powrót do Ekstraklasy, w sezonie 2019/2020 walka o utrzymanie w pierwszej lidze. W tym sezonie zanosi się na powtórkę z poprzedniego.
Świr
Przez całą swoją karierę Piotr Świerczewski był człowiekiem od brudnej roboty. Począwszy od kadry Wójcika na IO w 1992 roku, poprzez utrzymanie tonącego w długach ŁKSu, skończywszy na utrzymaniu Sandecji Nowy Sącz w poprzednim sezonie. Charyzmatyczny trener i zawodnik swoim silnym charakterem sprawić potrafił, że zarówno koledzy z drużyny, jak i później podopieczni w prowadzonych przez niego klubach byli w stanie wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności i przenosić dla niego góry. Świerczewski przychodził jednak jedynie w roli strażaka, który ugasić ma pożar wywołany przez jego poprzedników, a który mógłby kosztować Sandecję spadek do drugiej ligi. Stery po nim przejął Piotr Mandrysz.
I tak jak srebrnego medalistę Igrzysk Olimpijskich mianem pozytywnego „świra” określić na pewno można, tak Mandrysz ze nie ma w sobie ani krzty tej iskry. Sandecja w tym kształcie, z tymi wzmocnieniami to drużyna na spokojny środek tabeli i włączenie się o walki o play-offy. Tym czasem nieudolny szkoleniowiec potrafił wyciągać z porażek tak kuriozalne wnioski jak na przykład po meczu z ŁKS-em
W meczu tym Sandecja stworzyła sobie dwie okazje z czego jedną wykorzystała. ŁKS spotkanie to mógł wygrać wynikiem dwucyfrowym, natomiast Mandrysz doszukiwał się złośliwości ze strony sędziów. Wiele osób zarzuca również trenerowi nepotyzm. Ze Stali Stalowa Wola Piotr Mandrysz sprowadził swojego syna Pawła, który oględnie mówiąc szału nie robi. Jak jednym zdaniem podsumować romans szkoleniowca z Sandecją? Nieodpowiednia osoba na nieodpowiednim miejscu.
Wzmocnienia na papierze
No właśnie, na papierze wzmocnienia Sandecji przed sezonem wyglądają bardziej niż solidnie. Do zespołu dołączyli chociażby Dominik Budzyński z ŁKSu-u. Wiecznie drugi bramkarz, który w końcu miał okazję zostać pierwszym wyborem. Niestety w pierwszym meczu doznał kontuzji barku i prawdopodobnie wypadł na cały sezon. Oprócz tego dwóch niezwykle doświadczonych bocznych obrońców Tomasz Boczek z Warty i Daniel Dziwniel z Korony. O wspomnianym już młodszym Mandryszu, nie ma się co rozpisywać. Anglicy mają dla takich piłkarzy specjalne określenie „floop”.











