W kwalifikacjach do rosyjskiego mundialu „Albicelestes” zajęli trzecie miejsce, nie zachwycając jednak swoją grą. Obecnie wydawać się może, że eliminacje w strefie CONMEBOL były złą wróżbą zbliżającej się katastrofy, która jest odzwierciedleniem obecnego stanu argentyńskiej piłki.
Niełatwo jest wytłumaczyć to, że drużyna składająca się z jednych z najlepszych i najbardziej cenionych na świecie zawodników nie jest w stanie zaprezentować dobrej czy choćby nawet akceptowalnej przez swoich kibiców gry. Cała kadra Argentyny warta jest około 550 milionów dolarów, ale jeszcze podczas eliminacji MŚ wielu zastanawiało się, czy we właściwym turnieju uda im się wystąpić – choć kto wie, czy gdyby się nie udało to nie byłoby lepiej.
(Nie)udane eliminacje
Prawo startu w rozgrywanym właśnie mistrzowskim turnieju Argentyna wywalczyła w ostatnim meczu eliminacyjnym z Ekwadorem, rozgrywanym 10 października 2017 roku. Przez całe kwalifikacje nie było jednak różowo, a Argentyńczycy borykali się z różnymi problemami.
Pierwsze trzy spotkania o prawo gry na mundialu – kompromitująca porażka u siebie i dwa remisy – nie wlały nadziei i wiary na poprawę reprezentacyjnej sytuacji w serca kibiców z Buenos Aires i okolic. Później nie było też o wiele lepiej i po kilku lepszych meczach nadeszła między innymi porażka z Boliwią.
Kiepska forma doprowadziła do rotacji na stanowisku selekcjonera. Najpierw Gerardo Martino zastąpiony został przez Edgaro Bauze, a ostatecznie na trenerskim stołku wylądował Jorge Sampaoli i to z nim w roli szkoleniowca kończono eliminacje.
Walka o lokaty dające wyjazd do Rosji była bardzo zacięta, a „Albicelestes” wygrali ją w ostatnim meczu tylko dzięki przebłyskowi geniuszu Messiego, który zdobył wtedy trzy bramki.
Trzecie miejsce w południowoamerykańskiej grupie i awans zamazują trochę kiepski obraz i słabą grę, jaka cechowała Argentynczykow. Nie bronią ich również liczby. W 18 spotkaniach zdobyli tylko 19 goli, tracąc przy tym 16 – siedem trafień zanotował sam zawodnik wychowany w Barcelonie.
Messi – argentyńska zagadka
Uznawany za najlepszego – obok Cristiano Ronaldo – piłkarza na naszym globie Leo Messi w kadrze nie jest tym samym Messim, którego mamy przyjemność oglądać w Barcelonie. Kiedy zakłada błękitno-białą koszulkę meczową, zmienia się nie do poznania. Podobnie rzecz ma się ze strzelającymi w Europie jak na zawołanie Aguero, Higuainem i Dybałą, w reprezentacji przypominającymi własne cienie.
Nikt w tej drużynie nie chce (nie umie, boi się, liczy na Messiego, nie chce mu się, bo po co) wziąć odpowiedzialności za grę na własne barki, czego najlepszym przykładem jest błazenada, która uwidoczniła się najefektowniej w drugim meczu grupowym przeciwko Chorwacji.
Kapitan nie zasługuje w tym miejscu na osobny akapit, bo od zawodnika tej klasy trzeba po prostu wymagać więcej. Messi wygląda czasem na zagubionego i zatroskanego, nie potrafi pokazać swoich największych atutów, które prezentuje w La Liga. Naturalnie oglądając popisy jego kolegów z reprezentacji, można dojść do wniosku, że zawodnik FC Barcelona nie ma z kim grać, ale analogiczna sytuacja jest także w kadrze Portugalii, jednak tam Ronaldo zawsze znajdzie sposób na odwrócenie losów spotkań, a nawet wygrywanie turniejów. Tutaj… z pustego nie nalałby nawet sam Salomon. W obronie „La Pulgita” dodać należy, że to właśnie na nim skupiają się największa presja i oczekiwania, co może go blokować.










