Dwie poprzednie próby nie były udane, jednak teraz, po dobrych kilku latach w Wiśle Płock – Dominik Furman postanowił ponownie spróbować swoich sił w silniejszej lidze. 28-letni pomocnik obrał kierunek turecki i związał się umową z Genclerbirligi SK. Klub ze stolicy wydaje się dla niego bardzo dobrą opcją i można oczekiwać, że tym razem nie będzie musiał szybko wracać.
Osiem lat temu wydawało się, że kariera Furmana potoczy się zgoła inaczej. Gdy w wieku 20 lat wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie Legii Warszawa, dosyć szybko stołeczni kibice zaczęli go wychwalać, a nawet nazywać gwiazdą zespołu. Sam zawodnik nie brał tych pochlebnych wypowiedzi bardzo do siebie i wydawał się naprawdę bardzo poukładany. Jego silna mentalność zaowocowała także otrzymaniem opaski kapitana w reprezentacji U-21.
Zagranica zweryfikowała umiejętności
Dalsze losy Dominika Furmana nie były zaskakujące. Dzięki dobrej grze w czołowym klubie ligi zapracował na transfer do francuskiego Toulouse FC, gdzie witano go okładką zatytułowaną „le nouveau Beckham” – czyli nowy Beckham. Czym było to spowodowane? W klubie zachwycali się jego idealną precyzją zagrań, szczególnie ze stałych fragmentów gry.
W teorii Furman trafił wtedy do zespołu, który lubił dużo operować piłką i wydawało się, że to będzie strzał w dziesiątkę. Brutalna weryfikacja nastąpiła jednak bardzo szybko, a wszystko spowodowane było głównie kwestiami fizycznymi. Trener Alain Casanova wprost krytykował brak postępów motorycznych i taktycznych u środkowego pomocnika i nie zamierzał dawać mu wielu szans – bo po prostu na to nie zasługiwał. Szybko padła stawiana teza, że Furman jest zawodnikiem uniwersalnym w środku pola, gdyż zdaniem francuskiego trenera polski zawodnik był za mało wytrzymały na pozycji defensywnego pomocnika, a do tego za mało dynamiczny grając wyżej.
Sytuacja w klubie z Tuluzy załamywała Furmana, co było widać w jego wypowiedziach – szczególnie jednej, dla portalu „Super Express”, z końcówki 2014 roku.
Chcę się podnieść, ale przyznaję, że jestem teraz na dnie. I tkwię w nim po same uszy. To jest dno. Masakra. Wiele bym dał, żebym teraz mógł po prostu pograć. Strasznie brakuje mi meczów. Biorę pod uwagę nawet powrót do ekstraklasy. Nie będę mówił, że polska liga jest zła, bo bym skłamał. Są fajne stadiony, przychodzą do niej coraz lepsi zawodnicy. A poza tym czasem warto zrobić jeden krok w tył, żeby postawić dwa do przodu.
I właśnie we wspomnianej ekstraklasie wychowanek Szydłowianki wrócił do regularnej gry, gdy wypożyczyła go Legia – najpierw na rundę wiosenną, a potem na kolejny sezon z opcją późniejszego wykupu. Niestety z czasem też i tam pojawiły się problemy, bo w pewnym momencie środkowy pomocnik zaczął tracić uznanie w oczach trenera Czerczesowa, który lepiej zapatrywał się na Stojana Vranjesa, Ariela Borysiuka i Tomasza Jodłowca. Ostatecznie doszło do tego, że w trakcie zimowej przerwy Legia postanowiła skrócić wypożyczenie, bo i tak nie brała pod uwagę ewentualnego wykupienia Furmana po sezonie.











