Bardzo podoba nam się zachowanie Carlesa Puyola. Katalończyk wszystko robi dobrze. W meczu z Rayo długowłosy stoper zaimponował trzeźwością umysłu w momencie, gdy jego koledzy dawali pokaz głupoty.
Jeśli oglądaliście mecz Barcelony i Rayo, to z pewnością zauważyliście, jak na gola numer pięć zareagowali Thiago Alcantara i Dani Alves. Brazylijczycy (jeden udający Hiszpana) odtańczyli jakiś latynoski taniec, doskonale się przy tym bawiąc. Do czasu. Bo potem przybiegł Puyol, skończył zabawę, a uczestników zrugał. Jeśli zastanawialiście się, dlaczego kapitan tak nerwowo zareagował na niewinną przecież zabawę, śpieszymy z odpowiedzią.
Dani i Thiago celebrowali gola numer pięć z taką radością, jakby właśnie przesądzali o losach mistrzowskiego tytułu. Podczas gdy ich koledzy przybili sobie piątki i wrócili na własną połowę, oni urządzili sobie fiestę. Szacunek dla rywala i jego fanów to sprawa fundamentalna, zwłaszcza w drużynie takiej jak Barcelona. Fani Rayo nie mieli za złe pogromu – wiedzieli, że ich piłkarze byli tego wieczoru beznadziejni. Fani Rayo mieli za złe to, że Katalończycy traktowali ich jak kogoś gorszego. Nie tego oczekuje się od więcej niż klubu.
Zawodnicy Barcelony bawili się przed trybuną, na której zasiadają sławni Bukaneros, ultrasi Rayo. To prawdopodobnie najlepsi kibice w Hiszpanii. Najbardziej fanatyczni, najbardziej niezłomni. Zawsze wierni, zawsze gotowi, by wspierać swoich ulubieńców. Bukanierzy z Vallecas prowadzą ogłuszający doping niezależnie od wszystkiego. Zasługują na szacunek. Wczoraj wywiesili transparent – przepraszamy za mocne słowa, to wszystko na prawach cytatu – „sramy na tę zasraną ligę”. Jakże znamienny był ten pokaz lekceważącej wyższości ze strony barcelonistów. Oni nie dostrzegają innych drużyn. Im nie przyszło do głowy, że to, co robią, może mieć poważne konsekwencje. Nikt nie był zdziwiony, kiedy parę minut później, gdy Dani znalazł się przy linii końcowej, w jego stronę poleciały różne drobne przedmioty. Zasłużył na to.
Dobrze, że jest Puyol. Gdyby nie on, Barcelona zostawiłaby po sobie koszmarne wrażenie. Kapitan był tak wściekły na kolegów, że chyba tylko dobre wychowanie i obecność kamer sprawiły, że nie zrobił im krzywdy. Carles to jedyny prawdziwy cule w tej coraz bardziej pozbawionej duszy ekipie – dumny, spokojny, oddany drużynie i przede wszystkim traktujący rywali z szacunkiem. Strach pomyśleć, co będzie, gdy go zabraknie.
Gdy po golu Thiago kamery telewizyjne uchwyciły twarze Guardioli i Vilanovy, bez cienia wątpliwości można było stwierdzić, że gdyby mogli, obaj weszliby na murawę, złapali zawodników za gardło i zawlekli do szatni. Pep na pomeczowej konferencji prasowej nie krył gniewu. Katalończyk stwierdził wprost – jego gracze zachowali się w sposób niegodny piłkarza Barcelony.
Trener Rayo, Ramon Sandoval, krótko skomentował całą sprawę. Zapytał, dlaczego Thiago i Alves nie tańczyli, gdy Torres strzelał bramkę na Camp Nou.
***
Zamykając temat głupoty latynoskiego duetu, trzeba stwierdzić, że Barcelona na Estadio de Vallecas zagrała genialnie. Rywal był kulawy pod każdym względem, ale to wcale nie umniejsza zasług Katalończyków. Ledwo kilka dni temu dowiedzieli się, że już niedługo stracą trenera, wcześniej przegrali dwa najważniejsze trofea w sezonie. Trzy ciosy w tydzień. Każdy potencjalnie śmiertelny. A oni nie upadli. Wypunktowali Rayo, które nie tak dawno sprawiło gigantyczne problemy Realowi Madryt i przegrało tylko 0:1.










