Polonia Warszawa pokonała na własnym boisku Lechię Gdańsk 1:0. Jedyną bramkę w tym spotkaniu zdobył Bruno. Goście spotkanie kończyli w dziesiątkę po tym, jak Łukasz Surma obejrzał czerwoną kartkę.
Początek spotkania dość niespodziewanie należał do Lechii. Gdańszczanie dominowali w środku pola, nie dając gospodarzom dojść do głosu. Pierwszą groźną akcję stworzyli sobie jednak dopiero po kwadransie gry. Podopieczni Tomasza Kafarskiego wyłuskali piłkę na środku boiska, Nowak zagrał za plecy obrońców, gdzie czekał już Lukjanovs. Ten, mimo świetnej sytuacji w jakiej się znalazł, nie zdołał pokonać Przyrowskiego, który szybko wyszedł z bramki, nie dając zawodnikowi gości czasu i miejsca na lepsze wykończenie akcji.

Chwilę później przebudziła się Polonia. Z prawej strony boiska futbolówkę dostał Trałka. Kapitan „Czarnych Koszul” zwodem minął obrońcę i dośrodkował w pole karne, gdzie na futbolówkę czekał już Szultes. Nowy nabytek Polonii dołożył nogę i wydawało się, że za chwilę będzie mógł celebrować zdobycie pierwszej bramki w Ekstraklasie. Niestety dla Czecha, futbolówka odbiła się od słupka i na tablicy wyników wciąż widniał bezbramkowy remis.
Ta sytuacja dodała stołecznej drużynie pewności siebie. Od tego momentu to Polonia zdominowała rywali, raz po raz zagrażając bramce Małkowskiego. W 24. minucie kibicom zgromadzonym na stadionie przy Konwiktorskiej z dobrej strony pokazał się duet Jeż – Sikorski, sprowadzony w przerwie letniej z Górnika Zabrze. Słowacki pomocnik otrzymał bardzo dobre prostopadłe podanie i będąc z lewej strony pola karnego zdecydował się wycofać piłkę przed „szesnastkę”. Tam czyhał na nią Sikorski, który bez zastanowienia uderzył po ziemi. Na posterunku był jednak golkiper gości, który bez większego problemu wyłapał ten strzał.
Najlepszą okazję w pierwszej połowie zmarnował w 28. minucie Tomasz Jodłowiec. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Bruno. Nabiegający na piłkę reprezentant Polski wykorzystał niezdecydowanie Małkowskiego i doszedł do sytuacji strzeleckiej. Po raz kolejny w tym spotkaniu z pomocą Lechii przyszło obramowanie bramki, ponieważ piłka po uderzeniu głową trafiła w poprzeczkę.
Bardzo aktywny w tym spotkaniu Bruno zabłysnął również w 34. minucie. Brazylijczyk minął na skrzydle dwóch rywali i miękko dośrodkował w pole karne. Mimo asysty kilku zawodników Lechii uderzenie głową zdołał oddać Piątek. Jego strzał był jednak niecelny i obrona drużyny z Gdańska mogła odetchnąć z ulgą.
Dwie ciekawe akcje przyniósł czas doliczony do pierwszej połowy meczu. Najpierw lewą stroną w pole karne przedarł się Traore. Napastnik Lechii szukał wzrokiem partnera, któremu mógłby wyłożyć piłkę, ale gdy zorientował się, że takowego nie ma, zdecydował się samemu uderzać na bramkę. Pomysł był niezły, ale nieco gorsze wykonanie, przez co Przyrowski nie musiał interweniować.












