Wraca syn marnotrawny. Pokopany, wymęczony, ale wraca. Trudno powiedzieć, czy jest gotowy, czy znowu nie odbije się od ściany. Efekt bumeranga prawdopodobny. GKS Bełchatów już pokazał, że trzeba było się nie wychylać, tylko pokornie przebiedować w 1. lidze jeszcze sezon. Ale Zagłębie jest niepokorne. Dostało cios i po raz kolejny się podnosi, mając za sterami miedziowego (z racji koloru włosów) kapitana.

Trzeba przyznać otwarcie i szczerze. Kadrowo i budżetowo to nie jest zespół na europejskie puchary. Nawet mocno zastanowiłbym się, czy potencjał oscyluje w granicach miejsca gwarantującego grupę mistrzowską. Zagłębie ściąga maskę klubu, który do tej pory mocno przepłacał, nie otrzymując w zamian punktów. Rozdawał lukratywne kontrakty na lewo i prawo. Lubin bywał korytem dla zagranicznego szrotu. Ale miarka się przebrała. KGHM uznał, że pora w końcu sięgnąć po zdolną młodzież, którą tak promowano przez lata. Już się zastanawiałem, czy to nie taka brzydka i nieutalentowana córka, którą się chowa przed gośćmi. Wreszcie wyszła z ukrycia i pokazała się z całkiem niezłej strony, niszcząc rywali w imponującym stylu.
„Miedziowi” to obecnie ogromna zagadka. Nieźli obcokrajowcy, solidni Polacy i wychowankowie. Specyficzna mieszanka z niezłej klasy trenerem, który ma ochotę udowodnić kilku niedowiarkom, że za szybko go skreślono. Już w Polonii Warszawa pokazał, że brak pieniędzy to nie jest dla niego żaden problem. Cały czas jest trenerem na dorobku, który walczy o dobre imię.

A jak to wygląda kadrowo? Trudno powiedzieć. Ekstraklasa tak naprawdę dopiero zweryfikuje takich zawodników jak Konrad Forenc czy Krzysztof Piątek, którzy brylowali na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej. Wejdą do głębokiej wody, a Stokowiec pomoże im utrzymać się na powierzchni. Pierwsze mecze odpowiedzą na wiele pytań, choć podobno i ponoć włodarze klubu sondują możliwość sprowadzenia doświadczonego Zbigniewa Małkowskiego, który mógłby wnieść do zespołu nieco więcej spokoju w szeregach defensywnych, jednocześnie wykorzystując swoją charyzmę, by w najtrudniejszych momentach w kilku żołnierskich słowach przywołać zespół do porządku. To jest jasny sygnał, że Zagłębie samą młodzieżą nie może zwojować ekstraklasy. Szczególnie że szyki obronne prezentują się niezwykle okazale. Nie może być inaczej, skoro defensywą kieruje zaprawiony w bojach Maciej Dąbrowski, była ostoja Pogoni Szczecin, która pozbyła się go bez żalu. Pomagać mu będą równie doświadczeni Dorde Cotra czy Lubomir Guldan. Tylko na papierze ten zespół to beniaminek naszpikowany młokosami, który dopiero pierwszy raz powącha ekstraklasę. Blok defensywny uzupełnia kolejny stranieri, czyli Aleksander Todorovski. Ta międzynarodowa mieszanka może być jedną z silniejszych w ekstraklasie. Jednak im dalej w las, tym prawdziwków coraz mniej.












