To pytanie zadają sobie pewnie wszyscy kibice Barcelony. Dlaczego Katalończyk wychodzi w wyjściowym składzie, skoro jest nawet nie tyle bezużyteczny, co nawet szkodliwy. Jego obecność na murawie to spory problem.
W meczu z Sevillą Gerard Pique na papierze grał dobrze. „Marca” nie zapisała na jego koncie żadnej straty. 25-latek miał za to aż dziesięć odbiorów, a piłkę podawał z ponad dziewięćdziesięcioprocentową skutecznością. Barcelona nie straciła bramki, więc wydawać by się mogło, że brodaty obrońca dobrze wykonał swoją robotę. Nic z tych rzeczy. Były piłkarz Manchesteru United był najgorszym zawodnikiem swojej drużyny. W drugiej połowie dwa razy bardzo chciał sprezentować rywalom gola. „Blaugranę” uratowała najpierw poprzeczka, a później Javier Mascherano. Pique grał tak, jakby nie wiedział, co się wokół niego dzieje. Stał jak wryty wtedy, gdy powinien ostro ruszyć do piłki. Truchtał wtedy, gdy powinien biec najszybciej, jak się da. Piłkę podawał może i celnie, ale za to bardzo źle, bardzo nierozumnie. Wczoraj – nie ma co do tego wątpliwości – Barcelona grałaby lepiej bez niego. W dziesiątkę.

I nie myślcie, że wyżywamy się na biednym Gerardzie po jednym słabym meczu. Oj, nie. Katalończyk ostatnio zawsze gra źle. Żeby przypomnieć sobie jego ostatnie dobre spotkanie, trzeba cofnąć się o kilka ładnych miesięcy. Ostatnie tygodnie to passa katastrofalnych popisów, zawalonych bramek, głupich strat i kompromitujących błędów. Każdy kolejny występ Pique to kilka argumentów na poparcie tezy, że ten chłopak nie powinien obecnie grać w piłkę, bo do drużyny wnosi tylko niepewność i strach.
Media mówią, że wszystkiemu winna jest Shakira, życiowa partnerka Gerarda. Podobno Pepowi Guardioli nie podoba się, że jego zawodnik zaniedbuje treningi i jest wiecznie rozkojarzony. Ta teoria jest prawdopodobna, każdy wie, jakie pranie mózgu potrafi zrobić człowiekowi miłość. Jest jednak jeden problem – przecież ten związek nie zaczął się miesiąc czy dwa miesiące temu. To trwa już ponad rok i na początku nie było żadnych problemów. Dlaczego nagle Gerardowi miałoby odbić? Może problemy są inne? Może winna nie jest gwiazda popu, tylko trener? Może to Guardiola nie umie zmotywować piłkarza? Może Pique ma poczucie, że jest nietykalny i dlatego się nie stara?
No bo jest nietykalny. Raz usiadł na trybunach, raz na ławce. I tyle. Guardiola ma swoich ulubieńców, zawsze miał. Są w Barcelonie zawodnicy, którym wybacza się więcej. Gerard może zawalać mecz za meczem, ale za tydzień i tak wyjdzie w pierwszej jedenastce. Prędzej od składu odsunięty zostanie Puyol niż Pique. A przecież „Tarzan” to facet, który nawet jak gra źle, to gra dobrze. Pique wręcz odwrotnie – jego ostatnie występy każą przypuszczać, że Katalończyk nawet jeśli gra dobrze, to gra źle. Facetowi brakuje motywacji, a Pep nie ma odwagi, by zrobić to, co Mourinho zrobił z Benzemą, Di Marią i Oezilem. Można nie lubić portugalskiego szatana, ale nie można odmówić mu skuteczności. Ktoś gra źle – ława, bo z niej znacznie lepiej widać to, co dzieje się na murawie. To właśnie dzięki takiemu zdecydowanemu podejściu Jose wyciska ze swoich podopiecznych sto procent możliwości. Guardiola woli głaskać po główce i mówić, że lada chwila będzie lepiej. Pique jest miłym, dobrze ułożonym chłopcem, więc nie można robić mu krzywdy. Miejmy tylko nadzieję, że Vicente del Bosque będzie bardziej stanowczy i Gerarda umieści na ławce. Katalończyk jest mniej więcej milion razy gorszy od Javiego Martineza.











